poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 19


Proszę, przeczytaj notatkę pod rozdziałem. Miłego czytania!


Całą noc nie spałam, tylko rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Zaufałam w końcu Julii, może wyjdzie mi to
na dobre. Do mojego pokoju przedostały się promienie słoneczne. Spojrzałam na kalendarz i zaniemówiłam. Za dwa tygodnie rok szkolny, a ja kompletnie nie jestem przygotowana. Wzięłam jakieś ubrania z szafy i poszłam się ogarnąć. Na dole czekało już na mnie śniadanko. Zdziwiona tym, bo było dość wcześnie, zaczęłam rozglądać się po pokojach. W salonie znalazłam kartkę, informującą mnie, że musieli wcześniej wyjść. Tak byłam zajęta rozmyślaniem, że nie usłyszałam jak wychodzą. Z niedowierzaniem pokręciłam głową. Zabrałam śniadanie, które składało się z kanapki z dżemem malinowym i kakao i usiadłam przed telewizorem. Przeskakiwałam z kanału jednego na drugiego, aż w oczy „rzucił” mi się jeden program. Był to akurat wywiad z… One Direction. Zostawiłam to i postanowiłam posłuchać, bo i tak niczego innego nie było. Chłopcy jak zwykle robili sobie żarty. W pewnych momentach nawet chciało mi się śmiać. Zayn zabijał mnie swoim wzrokiem i wyglądem… Boże, co ja myślę! Muszę się przed takim czymś powstrzymywać. 
- Zayn, wszyscy jesteśmy  ciekawi, co się w Twoim związku z Perrie? – zapytała się chłopaków prezenterka. Sama byłam ciekawa, więc jeszcze bardziej się  skupiłam na oglądaniu.
- Yyy… - zastanowił się. – w sumie to nic się nie dzieje.
- Czy ma to związek z tą dziewczyną? – na ekranie telewizora pojawiło się zdjęcie Moje i Zayna gdy trzymamy się za ręce. Moje kakao znajdowało się teraz na jasnym dywanie… Mama nie będzie zadowolona…
- Nie mogę tego powiedzieć. Przykro mi. – mrugałam szybko oczami. Tą odpowiedzią dał do zrozumienia wszystkim, że to prze ze mnie od jakiegoś czasu nie było tak zwanej „Zerrie”. Od dziś nie wchodzę na żadne strony plotkarskie czy portale społecznościowe. Już widzę te wszystkie hejty  w moją stronę. No i po co to mi było? Gdy wywiad się skończył, ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć, a kto za nimi był? Oczywiście piątka chłopaków, którzy mają sto pomysłów na sekundę. Chodzi mi oczywiście o całe One Direction.
- Hej! – powiedzieli równocześnie.
- Taa… Hej. – gestem ręki zaprosiłam ich do domu. Niall dopadł lodówkę, Louis marchewki, Zayn lusterko, Harry poprawia swoje loki, a Liam wyrzuca  mi łyżki. Stop! Cofnij, jak to Liam wyrzuca mi łyżki?!
- Co ty robisz?!
- No jak to co? Wyrzucam łyżki.
- No to akurat widzę.
- To po co głupio się pytasz? – zrobił dziwną minę. Westchnęłam i ciągnęłam dalej.
- Dlaczego. Wyrzucasz. Mi. Łyżki. – ostanie słowo wręcz wykrzyczałam.
- Bo się ich boję. – nie no, trzymajcie mnie Muminki, bo mnie zaraz coś trafi.
- Nie pytam się już o nic, ale kupujesz mi łyżki.
- Dlaczego ty mi to robisz? – udawał, że zanosi się płaczem. A może jednak nie? Nic nie odpowiedziałam tylko podeszłam do lodówki i zamknęłam ją przed nosem zdezorientowanego blondyna.
- Ej! – oburzył się.
- Nie ma jedzenia.
- Ty chcesz, żebym umarł z głodu?
- Czasami mam taką ochotę. Muszę pomyśleć nad zabezpieczeniem lodówki. – udawałam, że rozmyślam.
- Proszę Cię, nie rób mi tego. – prawie, że klękał przede mną, więc uciekłam.
- Louis, nie mam więcej marchewek.
- Jak to?
- No normalnie. – wywróciłam oczami i westchnęłam.
- To nie jest normalne. – pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Harry nie poprawiaj już tych włosów.
- Ale one mi się  nie układają. – oburzył się.
- Gadasz jak baba. – posłał mi od razu mordercze spojrzenie. Poszłam do łazienki i wzięłam lakier do włosów. Harry dalej układał, a raczej próbował układać włosy. Podałam mu lakier, który przyniosłam, a on wręcz się na niego rzucił.
- Dzięki. – uradowany zaczął psikać. Podeszłam do Zayna, który rozmawiał ze swoim odbiciem w lusterku.
- Tak Zayn, wyglądasz świetnie. – wywróciłam oczami na słowa chłopaka.
- Serio?
- Co ty tu robisz? – zrobił wielkie oczy. Był jeszcze ładniejszy i słodszy… O czym ja myślę!
- Stoję i tak słucham co mówisz do siebie?
- Długo już tu stoisz?
- A jakiś kawałek… żartuję. – zaśmiałam się na widok jego miny – bezcenne.
- To dobrze.
-Tak Zayn wyglądasz świetnie. – wyszczerzyłam zęby i pokazałam rękoma „dobrze”.
- Czyli, że podobam Ci się? – uśmiechną się do mnie łobuzersko i zaczął się do mnie przybliżać.
- Już Ci kiedyś mówiłam. – zmieszałam się spuściłam wzrok na swoje skarpetki.
- Czyli tak. – położył ręce na moich biodrach. Wszystko działo się w zwolnionym tępię.
- Przepraszam. – wyszeptałam i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Nadia, czy będzie tak jak dawniej?
- Nie wiem. Musisz dać mi czas. Ale nic nie obiecuję.
- Będę czekać. – pocałował mnie w czoło i poszedł do chłopaków. Jeszcze chwilę stałam w bezruchu. Dopiero czyiś krzyk wybudził mnie z tego transu. Weszłam do kuchni, bo tam wszyscy się znajdowali i zobaczyłam Niall, który biegał wszędzie goniąc Louisa.
- Czemu oni biegają? – zapytałam się Liama, bo stał mnie najbliżej.
- Louis wziął ostatnią paczkę żelek i nie chce oddać. – wzruszył ramionami. Jak to ostatnią? Przecież…
- Louis oddaj te żelki po dobroci! – krzyknęłam. Bardzo lubię żelki, więc muszę o nie zawalczyć.
- Nie! – zaczął się śmiać, i biegł dalej. Ja z Niallem goniłam go po całym domu. Byłam już tak zmęczona, że nie miałam siły. Postanowiłam się więc zaczaić, nie zostawię ot tak żelków. Już po chwili przechodził niczego nieświadomy chłopak, który nazywa się Louis. Rzuciłam się na niego, a ten nieprzygotowany spadł razem ze mną na podłogę. Chwilę się siłowaliśmy, ale ostatecznie to ja wygrałam walkę z lekką pomocą blondyna. Uradowana zjadłam razem z Niallem żelki. Louis strzelił focha i się do nas nie odzywał. Po pięciu minutach przyszła do nas Kate, jak się okazało, gdy ja z Niallem biegałam jak głupia za tymi żelkami on zadzwonił do swojej dziewczyny. Miło.
- Jeszcze tylko dwa tygodnie wakacji. – powiedziałam na głos.
- Co?! – krzyknęła Kate.
- Jak to? – dopytywał się loczek.
- W normalnym życiu to się chodzi do szkoły. – wszyscy zmrozili mnie wzrokiem, ale udawałam, że tego nie widzę.
- To musimy jakieś sukienki sobie kupić. – zauważyła Kate.
- Poprawka. Ty musisz, ja nie chodzę w sukienkach. – wystawiłam jej język.
- O nie! Pójdziesz w sukience chcesz czy nie.
- Ale ja nie chcę!
- I do tego założysz szpilki. – uśmiechnęła się Kate.
- Ty chcesz żebym się zabiła?!
- Nie skądże, czemu tak myślisz? – udawała, że nie wie o co chodzi.
- Ty wiesz o co mi chodzi. Nie pójdę w żadnej sukience, ani w szpilkach.
- Jeszcze zobaczymy. – uśmiechnęła się tajemniczo i przytuliła się do Harrego. – Jutro idziemy do galerii.
- A co jeżeli nie mogę? – może tak nagle coś mi wyskoczy…
- To musisz to wszystko odwołać. – puściła mi oczko i rozmowa się skończyła. Jak ja nienawidzę zakupów. Ganiasz po tych sklepach, szukasz i w ogóle. Bezsensu. Jeszcze Kate potrafi przesiedzieć tam pół dnia. Zapowiada się ciekawie. Ale może przez to odnowimy swoją przyjaźń, bo od jakiegoś czasu mało ze sobą rozmawiamy.  
Chciałam w spokoju obejrzeć film, ale z nimi się nie da! Ty się w czuwasz w akcje, a tu nagle taki Louis wyskakuje ci z jakimś pod tekstem albo śmieje się.
- Nie chcę być nie miła, ale tam są drzwi! – ręką pokazałam gdzie one się znajdują.
- Ale my tobie dotrzymamy towarzystwo. Może ci się coś stać i co w tedy będzie? – mówił troskliwym głosem Louis.
-Zaraz mi się coś  stanie jak się nie uspokoicie. – powiedziałam spokojnie.
- Dobra już będziemy spokojnie. – wszyscy pokiwali twierdząco głowami na słowa Lou. Po jakiś pięciu minutach znów się odezwał. – To jest nudne.
- Zamknij tą twarz! – krzyknęłam bo nie wytrzymałam.
- Nie bij mnie, nie bij mnie, nie bij mnie… - mówił pod nosem. Ten człowiek ma naprawdę nierówno pod sufitem.


-----------------
Hej! nie zabijajcie mnie dlatego, że nie dodawałam rozdziału, bo nie miałam jak! wczoraj dopiero wieczorem wróciłam i nie miałam jak dodać! Pisałam, że jadę na majówkę i nie będzie rozdziału!
Czy wyszedł mi ten rozdział? Nie wiem. Sami go oceńcie.
Liczę na wasze komentarze.
Teraz będzie szybciej rozdział, bo nie muszę się już aż tak bardzo uczyć ;)
Co do egzaminu (bo było takie pytanie w komentarzu) to nie wiem dokładnie. Mam mieszane uczucia. A co do charakterystyki, to tak, zdziwiła mnie. Tyle pisałam tych rozprawek a tu nagle charakterystyka.
Obym się tylko dostała do szkoły i będzie git ;)
Do następnego :P

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rodział 18


Nie kontaktowałam. Byłam tam tylko ciałem, a duchem i myślami gdzie indziej. Co zrobić? Wyjść i to wszystko przemyśleć? Odpada, może mnie obserwować. Wstałam i poszłam do łazienki. Tam obmyłam sobie twarz zimną wodą. Pomogło? Nie. Siedziałam jeszcze chwilę, ale Niall zaczął się dobijać. Wyszłam, ale nie wiedziałam gdzie pójść. Ok, będę udawać, że wszystko jest w porządku. Może mi się uda. Gdy przyszłam, akurat skończył się film.
- Co robimy? – zapytałam się. Wszyscy dziwnie na mnie popatrzyli, a ja postałam im pytające spojrzenie.
- Wiesz, nie odzywałaś się w ogóle, a teraz normalnie mówisz. – odpowiedział mi Niall.
- Jak widzicie umiem mówić, a w tedy się zamyśliłam. – wzruszyłam ramionami.
- To o czym rozmyślałaś tak cały dzień?
- Nie ważne. To co robimy? – chciałam jakoś o minąć ten temat.
- Może butelka? – dał propozycje Louis.
- Nie, ona mnie nie lubi.
- Jak może cię butelka nie lubić? – zdziwił się Liam.
- No normalnie, zawsze mnie omija.
- Uwierzę jak zobaczę. – uśmiechnął się cwaniaczko. Zmroziłam go wzrokiem.
- No niech będzie. – zgodziłam się. Harry przyniósł butelkę, a Louis kręcił. Wypadło na Kate. Wybrała pytanie, a on kazał jej opowiadać jej pierwszy raz! Myślałam, że zwrócę wszystko co jadłam. Potem kręciła i padło na Nialla. Teraz on pokazywał jak to było. Co oni z tym mają? Miałam ochotę wyjść, ale postanowiłam wytrwać. Po jakimś czasie butelka wskazała mnie.
- To cud! W końcu ten jej głupi koniuszek pokazał na mnie. – powiedziałam. – Pytanie.
- No to opowiedz nam swój pierwszy raz, bo jeszcze nie mówiłaś. – wyszczerzył się. Od razu zrzedła mi mina. Wszyscy już to kiedyś robili, tylko ja nie. Super!
- Nie było pierwszego razu. – wystawiłam jemu język.
- Jak to? – zdziwił się, zresztą jak wszyscy, oprócz Zayna.
- No normalnie. – przewróciłam oczami. Wzięłam butelkę i zakręciłam. Padło na Nialla.
- Wyzwanie. – powiedział uradowany.
- Wyzwanie powiadasz… - zamyśliłam się.  – nie jedz do końca tej gry niczego. – uśmiechnęłam się złośliwie. Niall popatrzył na mnie dziwnie, a potem zajarzył o co chodzi.
- Nie, nie możesz mi tego zrobić! Ja tu umrę z głodu! Nadia! – zaczął panikować, krzyczeć. Chciało mi się z niego śmiać.
- Niestety postanowiła, mogłeś wybrać pytanie. – Niall udał, że strzela focha i graliśmy dalej. Oczywiście butelka nie wskazała na mnie, więc spokojnie patrzyłam czy Niall wypełnia swoje zadanie. Dzięki tej grze zapomniałam o tym całym głupim zamieszaniu. 
- Nadia, rzeczywiście nie lubi Ciebie butelka. Przyznaj się, co jej zrobiłaś? – powiedział poważnie Liam na co się zaśmiałam.
- A co miała zrobić? – zdziwił się Louis.
- To, że tylko raz na nią wskazała. – wytłumaczył Liam.
- No, to na serio Ciebie nie lubi, a mnie kocha. – ma rację. Co drugi raz na niego wypadało.
- Nie każdy ma takie szczęście. – powiedział za mnie Liam.
- Ja zawsze mam szczęście. – wyszczerzył się.
- Głupi ma zawsze szczęście. – powiedziałam.
- Osz ty! To nie prawda!
- Mówienie prawdy zawsze wkurza ludzi. – wszyscy zaśmiali się na moje słowa.
- Ej no! Ja się tak nie bawię. – naburmuszył się.
- Ale Cię teraz pojechała. – powiedział Harry.
- Będziesz coś chciał. – powiedział Louis. Na co Harry udawał, że go całuje.
- Mam być zazdrosna? – zapytała się Kate.
- Tak. – odparł szybko Louis. Oczywiście wszyscy się zaśmialiśmy, a Kate udawała obrażoną. Harry szybko podszedł do swojej dziewczyny, mocno ją przytulił i pocałował. Słodko to wyglądało… nawet za słodko.
- Dobra, my tu też jesteśmy. Nie mizać się. – powiedziałam. Para się tylko zaśmiała i odsunęła się od siebie. Oni grali w butelkę, a ja im przeszkadzałam.  Gdy leżałam dostałam w kieszeni wibracje. Wyjęłam telefon i otworzyłam telefon.

„Dobrze się bawisz?”

Kurde, już zapomniałam, a on się przypomina.  Postanowiłam to olać, no bo co on może mi zrobić?
- Idę się przejść. -  powiedziałam wstając.
- Dziewczyno, jest późno. – odezwał się Liam.
- No i? – nie widziałam przyczyny.
- Nie powinnaś sama wychodzić. Przynajmniej teraz.
- Pójdę z tobą. – zaoferował Zayn.
- Nie. – powiedziałam stanowczo. Nie czekając na odpowiedź wyszłam. Gdy tylko byłam na dworze ogarną mnie strach. W końcu może być gdzieś tu ten gościu. Zaraz to jednak olałam.

„Nie boisz się?”

Czyli gdzieś tu jest. Świetnie. Znowu to olałam i poszłam przed siebie. Doszłam gdzieś i usiadłam na ławce. Nagle zaczęło padać. Czy tylko ja mam takiego pecha?  No nic, musiałam wracać, bo nie chciałam być chora. Zanim doszłam do domu chłopaków minęło dość sporo czasu, dlatego byłam cała przemoknięta. Cała drżałam z zimna. Wyczuwam jutro wylegiwanie się w łóżku z gorączką. Zadzwoniłam dzwonkiem, bo drzwi były zamknięte. Otworzył mi Zayn, który zaraz mnie do siebie przytulił, ale odepchnęłam go.
- Kate, idziemy? – zapytałam się jej.
- Oszalałaś? Pada deszcz, a ty jesteś cała przemoczona i dodatku jest późno. – fakt, ale nie chcę zostawać tutaj.  Wzruszyłam tyko ramionami i wzięłam swoją torbę. Kate tylko westchnęła i poprosiła Harrego o podwiezienie. Dobrze wiedziała, że mnie nie przekona, dlatego też nic nie mówiła. Droga minęła spokojnie. Nic się nie odzywałam, tylko wsłuchałam się w muzykę, która leciała.  W domu rodzice chcieli porozmawiać, ale przeprosiłam ich i poszłam do pokoju. Byłam jakoś mocno zmęczona. Szybko się umyłam i przebrałam w piżamę.

- Nadia, Nadia… - usłyszałam jak mówi Julia. Stop. Czekaj, co?! Julia?! Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam moją przyjaciółkę, która nie powinna tu być.
- Julia? Co tu robisz? Znowu? – byłam naprawdę ciekawa. Pewnie ma do mnie jakąś sprawę.
- Posłuchaj uważnie bo nie będę powtarzać. – kiwnęłam głową na znak, że słyszałam, a ona ciągnęła dalej. – Proszę, uważaj na siebie. Trzymaj się kogoś, i nie bądź sama. Pamiętaj o tym proszę.
- Dlaczego?
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. Najlepiej będzie jak będziesz trzymać się Zayna. – czemu zawsze on?
- Nie mogę.
- Wiem, co się dzieje i musisz. Nie patrz na te sms-y. Proszę. – powiedziała i zniknęła. Powinnam chyba pójść do wariatkowa. Czy to mądre, aby widzieć duchy i z nimi rozmawiać? Odpowiedź brzmi: NIE. Próbowałam zasnąć, ale nie udawało mi się. Leżałam bezczynnie na łóżku gapiąc się w sufit i rozmyślając. O czym? O wszystkim i o niczym. Co jeżeli Julia miała racje? Już raz miała, ale w tedy był Zayn… właśnie. Teraz wydaje mi się, że on pełni dużą funkcje w moim życiu. Wszystko co się dzieje, na moje pytania jest odpowiedź w postaci Zayna. Czy to dziwne? Na pewno. Skoro Julia mówi, abym trzymała się jego, to niech będzie. Choć raz od dłuższego czasu posłucham ją.

-----------------------

Hello! W końcu nowy, ale niestety krótki ;c przepraszam. Co sądzicie? Bo mi się on nie podoba grrrr.... wyjeżdżam na majówkę do kuzynki więc nie wiem czy będzie nowy, chyba, że uda coś mi się napisać. Już po egzaminach teraz na wyniki czekać. Oby tylko starczyło do dostania się do szkoły to będzie git ;) Do następnego !

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział 17


Gdy do Zayna zadzwonił menager, musiał już pójść. Ja włączyłam muzykę i zaczęłam troszkę rozmyślać. Jeszcze nigdy tak nie było, że musiałam aż tyle myśleć, no oprócz szkoły. Do tego doszedł jeszcze Niall, który wyznał mi miłość… Czy ja coś czuję do Nialla? Gdy on jest, jestem szczęśliwa, jest zabawny, słodki, ale i jest dobrym słuchaczem. Przy nim czuję się… nie wiem, nie umiem tego określić.
A Zayn? to on był moją pierwszą miłością i chyba jeszcze jest, bo nie do się przestać kochać jednego dnia. Gdy go widzę, ogarnia mnie dziwne uczucie, a na mojej twarzy wkrada się uśmiech.
Rodzice wyszli gdzieś na kolacje, bo chcieli spędzić ze sobą miło czas. Chcieli także mnie wziąć ze sobą, ale ja nie chciałam. I teraz siedzę sobie w pokoju i czytam książkę. Jak mam bardzo ciekawy moment, to zawsze musi ktoś mi przeszkodzić. Dzisiaj tym ktosiem był dzwonek do drzwi, a konkretniej osoba znajdująca się za nimi. Ślamazarnie poszłam i otworzyłam drzwi. To dzisiaj chyba trzecia osoba! Szalejemy! Moim oczom ukazała się średniego wzrostu blondynka z toną tapetą na… ryju. Może i ja nie jestem jakąś pięknością, ale miałam ochotę teraz krzyknąć ze strachu.
 - W czym mogę pomóc? – powiedziałam słodko się uśmiechając. Lubię robić z siebie kompletnego idiotę.
- Nadia? – zapytała. Zdziwiłam się. Skąd ona zna moje imię? Kiwnęłam twierdząco głową, a ona ciągnęła dalej. – Ja jestem, Perrie, chciałam z Tobą porozmawiać. – uśmiechnęła się do mnie, a mi mina zrzedła. Ta Perrie? Była Zayna, z którą się całował stoi  już w moim domu i ściąga buty? Otrząsnęłam się z szoku i razem z Panią Plastic ( tak będę ją teraz nazywać, bo bardziej to do niej pasuje) poszłam do salonu.
- Chcesz coś do picia? – zapytałam z grzeczności.
- Nie dziękuję, ja tylko na chwilę. – czyli, że nie będzie miło, coś czułam.
- Nie chce być nie miła, ale po co przyszłaś?
- No przecież już Ci powiedziałam, że porozmawiać.
- Tak, ale się nie znamy to o czym mamy pogadać? – zapytałam. Ona mnie już denerwowała samym siedzeniem.
- Dora, powiem prosto z mostu. Masz się nie zbliżać do całego zespołu, a w szczególności do Zayna. Twoja przyjaciółka tak samo.
- Co proszę?
- To co słyszałaś. – już nie była tą milutką dziewczynką co wcześniej. 
- Wiem co słyszałam, i nie masz prawa mi rozkazywać. – wysyczałam.
- Ja Ci tylko mówię. Mam nadzieję, że posłuchasz, bo inaczej źle się może to skończyć. – powiedziała i wyszła. Nawet jej nie odprowadzałam do drzwi. Siedziałam i analizowałam co do mnie przed chwilą powiedziała. Mam się jej posłuchać? Nie, czy powiedzieć o tym Kate? Nie, co ona może mi zrobić? Głupia, babka, która myśli że jej wszystko wolno. To, że ma tam jakiś zespół nie czyni ją jakąś wielką gwiazdą. No dobra może tak, ale żeby komuś mówić co ma robić? Przesada. Nie przejmując się tym zaczęłam oglądać jakieś bezsensowne rzeczy,  które leciały w telewizji.
Obudziły mnie jakieś głosy i promienie słońca. Nie otwierając oczu przeciągnęłam się i przewróciłam się na drugi bok, albo raczej chciałam, ale nie wyszło mi to i już po chwili znajdowałam się na podłodze. Zdezorientowana spojrzałam na łóżko, które nie było moje. Dopiero później, gdy już całkowicie ogarnęłam i się obudziłam rozpoznałam to miejsce. Był to salon.
- O, już wstałaś. Zrobiłam Ci śniadanie. – powiedziała do mnie mama.
- To fajnie, ale co ja tu robię?
- Zasnęłaś jak oglądałaś telewizje. Nie chcieliśmy Cię budzić, dlatego tutaj spałaś.
- Aha, dzięki. – leniwie wstałam i poszłam na górę, aby się ogarnąć. Po zrobieniu wszystkich czynności zeszłam na śniadanie. Szybko zjadłam i postanowiłam pójść po Kate, a potem do chłopaków. Chcę porozmawiać z Niallem. Nie wiem czy mu mówić o sprawie z Perrie, jest moim przyjacielem i powinien wiedzieć, ale może to powiedzieć też wszystkim  i będzie afera. A ja tego nie chcę.
Wyszłam z domu wcześniej uprzedzając Kate o swojej wizycie i planach. Idąc do chłopaków zaczęłyśmy rozmawiać, bo coraz to mniej spędzamy ze sobą czasu. Mówiła, że jest świetnie, Harry to bardzo fajny chłopak, troszczy się o nią i w ogóle. Nie powiem, pozazdrościłam jej trochę. U niej jest świetnie, a ja mam jakieś chore sytuacje.
Drzwi otworzył nam Harry. Uśmiechnął się szeroko na widok dziewczyny i już za chwilę wymieniali się śliną.
- Ekhm, ja też tu jestem. – dałam o sobie znać. Od razu oderwali się od siebie Harry się ze mną przywitał i wpuścił nas do środka. Nagle dostałam smsa od nieznanego numeru.
„Miałaś się z nimi nie spotykać”
Gapiłam się na wyświetlacz i czytałam kilka razy. Ktoś nas śledził? Co to znaczy? Ten jeden sms zniszczył mi dzień. Co ten ktoś sobie myśli, może mnie normalnie śledzić i pisać smsy? I skąd on ma mój numer?
- Coś się stało? – usłyszałam Nialla.
- Nie, czemu tak uważasz?
- Gapiłaś się na telefon jak zahipnotyzowana. – wzruszyłam tylko ramionami i poszłam do salonu. Tam byli już wszyscy. Przywitałam się z nimi i siadłam na sofie. Znów poczułam wibracje w telefonie. Niechętnie wyjęłam z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Nieznajomy. Otworzyć czy nie? Jednak ciekawość wygrała i otworzyłam wiadomość.
„Znam Twoją historie. Wiem co mówisz, robisz i gdzie jesteś”
To już druga wiadomość. Rozglądnęłam się po całym pokoju, ale nic nie znalazłam. Jak on może mnie słyszeć? Może mam gdzieś podsłuch? Zaczęłam się macać, co na pewno dziwnie wyglądało. Nic nie znalazłam. To są chyba jakieś żarty! Zna moją historie? Niby jakim cudem? I po co? Będzie mnie tym szantażować? Ale co jest w niej takiego ważnego?
- Ziemia do Nadii. – ktoś zaczął machać ręka przed oczami. Wróciłam myślami do rzeczywistości i rozglądnęłam się.
- Co? – powiedziałam do Zayna, który machał mi ręką przed oczami.
- Nie, ale kompletnie się zawiesiłaś. O czym tak myślałaś?
- O niczym ciekawym, co powinno cię interesować. – odpowiedziałam. Usłyszałam ciche „Uuuu…”, które wypowiedział Louis. Zmroziłam go wzrokiem i przestał. Usatysfakcjonowana usiadłam wygodniej na sofie. Zayn już nic się nie odezwał, chyba się obraził, ale może to i lepiej. Chłopcy włączyli jakiś film, ale nie mogłam się na nim skupić. Myślami byłam cały czas przy smsach od nieznajomego. Jakby ktoś powiedział mi, że będę śledzona i podsłuchiwana wyśmiałabym go. A teraz? Boję się. Boję się wyjść z domu, powiedzieć choć jedno słowo. To nienormalne. Kate cieszy się chwilą i nic o tym nie wie. Nie będę jej o tym mówić, niech się nie zamartwia.
- Nadia! – usłyszałam głośny krzyk.
- Co? – rzuciłam. Nie wiedziałam kto to powiedział, więc wpatrywałam się tępo w ekran telewizora, aby wyglądało, że mnie to interesuje. Ale tak oczywiście nie mogło być, bo był wyłączony. Ja to jednak mam szczęście.
- O czym ty tak myślisz? Film już dawno się skończył. – powiedział już normalnie Niall.
- Nie ważne. – powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Co miałam im powiedzieć? Na pewno nie prawdę.
- Nadia, możemy porozmawiać? – zapytał się mnie Zayn.
- Jasne. – westchnęłam i poszłam z Zaynem do jego pokoju. Nic się tam nie zmieniło więc usiadłam na niepościelonym łóżku.
-Powiesz mi o co chodzi? – nalegał.
- Czemu tak bardzo chcesz wiedzieć? – byłam ciekawa.
- Myślałem, że przyjaciele, wcześniej coś więcej, mówią sobie wszystko.
- Też tak myślałam. – powiedziałam spuszczając głowę.
- Wiem, i za to Cię bardzo przepraszam.
- Jako, że ty nie mówiłeś mi wszystkiego, ja nie mam obowiązku mówienia wszystkiego Tobie. – mówiłam spokojnie.
- Co Ci się stało? – zapytał wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem. Fakt, nie byłam taka. Ale czemu ma do mnie pretensje?
- Zmądrzałam. – powiedziałam i bez jakiegoś słowa opuściłam ten pokój. Poddałam się, stchórzyłam. Dlaczego? Bo jestem egoistką i martwię się tylko o siebie. Było pięknie, ale musiało się kiedyś to skończyć. Wypadło na dzisiejszy dzień. Na schodach dostałam kolejnego smsa. Nie patrzyłam nawet od kogo. Sama się domyśliłam.
„A więc się posłuchałaś. Cieszy mnie to”
Już nie będzie mnie obserwować? Mogę normalnie wychodzić, mówić bez obawy? Zaraz jednak dostałam kolejną wiadomość.
„Nie bój się, dalej mam Cię na oku”
To chore. Boję się. Nie tylko o siebie, ale i  o innych.


------------------
Hejo!
Nie wiem co o tym sądzić. W główce wydawało się lepsze. Ale zostawiam to waszej ocenie. Za niedługo mam egzaminy więc nie wiem czy pojawi się nowy rozdział jak już to dopiero po czyli... 26 kwietnia. Teraz jest tylko dlatego, że po kryjomu  piszę, ale jak mamusia to zobaczy, to będzie źle... No ale nic. Liczę na wasze komentarze :* I do następnego!

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 16


Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam… Nialla? Zdziwiłam się i popatrzyłam na niego wielkimi oczami. On zaczął pocierać, na, co jeszcze dziwniej na niego patrzyłam.
- Mam coś na twarzy, że tak patrzysz? – zapytał się. Szybko się ocknęłam i gestem ręki pokazałam, aby wszedł do środka.
- Nie, nie po prostu trochę się zdziwiłam. – powiedziałam gdy zdejmował buty.
- Czego?- dopytywał się.
- No, że przyszedłeś, nie spodziewałam się.
- Niespodzianka! – uśmiechną się do mnie promiennie. Ja się na to zaśmiałam i poszłam do kuchni.
- Mamo, tato, przyszedł do mnie kolega, więc pójdę na górę.
- Dobrze, my już tutaj posprzątamy. – uśmiechnęła się do mnie rodzicielka.
- Chcesz coś do jedzenia? – zapytałam się go, chociaż dobrze znałam odpowiedź.
- Nie, nie jestem głodny.
- Co?! – zapytałam się ze zdziwieniem.
- No, nie jestem głodny. – powiedział poważnie.
- Ty się dobrze czujesz? Może masz gorączkę? – przyłożyłam rękę do jego czoła.- Nie no nie masz. – stwierdziłam. On tylko westchnął.
- Choć na górę. – złapał mnie za rękę i pociągnął.
- To o czym chcesz porozmawiać? – zapytałam się siadając na łóżku. Blondyn usiał obok mnie.
- Co się wczoraj stało między Tobą a Zaynem? – zapytał. Spuściłam głowę  i oglądałam moje jakże bardzo interesujące skarpetki.
- Chyba zerwaliśmy. – powiedziałam szeptem.
- Dlaczego? –czemu musiał się on tak dopytywać?
- Nie ufał mi i całował się z byłą.
- Jak to?!
- No normalnie, wszystko widziałam.
- A ty go Kochasz?
- Nie wiem. – normalnie każdy by się popłakał, ale nie ja. Muszę być silna, wmawiałam sobie.
- Nadia, wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale… Kocham Cię. Nie chciałem Ci tego mówić, bo widziałem jak Zayn na ciebie patrzy. – teraz on spuścił głowę. Nie wierzyłam w to co on mówi. Zakochał się? We mnie? Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Niall, ja… - zaczęłam, lecz przerwał mi.
- Wiem, wiem, kochasz Zayna. Ja chciałem tylko, abyś o tym wiedziała.
- Niall, ale ja nie wiem czy wrócę do Zayna.
- Jak to?
- Zayn był pierwszą osobą, którą obdarzyłam takim uczuciem oprócz Juli. – popatrzyłam na  Nialla, a w jego oczach zobaczyłam smutek?
- Dlaczego pierwszą? – no tak, przecież on nie wiedział.
- Gdy moja najlepsza przyjaciółka umarła nie wiedziałam co zrobić. To ona wiedziała o mnie wszystko, nawet rodzice nie wiedzieli tyle co ona. Z nikim innym się nie przyjaźniłam. Ale poznałam Kate, a potem was. Od dłuższego czasu nie wiedziałam jak to jest kochać drugą osobę. Dopiero Zayn mi to uświadomił, a potem zranił. I teraz potwierdzają się moje słowa na temat miłości.
- Czyli? – czy on musi się tak dopytywać?
- Miłość jest po to, aby na chwilę być szczęśliwy, a potem mieć dość życia.
- Nadia, czy mogę się ciebie o coś zapytać? – kiwnęłam twierdząco głową. Postanowiłam powiedzieć wszystko co chce. – Dziewczyny, chyba płaczą po zdradzie, zerwaniu, a ty nie płaczesz.
- To dzięki i pewnej piosence. Zrozumiałam, że nie warto wylewać potoku łez.
- Silna w takim razie jesteś. – uśmiechnął się lekko.
- Niall, proszę cię, aby nasze kontakty nie pogorszyły się przez tą rozmowę.
- Nawet nie miałem takiego zamiaru. – powiedział i przytulił mnie do siebie. Niall okazał się świetnym słuchaczem i przyjacielem. Teraz bardzo się cieszyłam, że poszłam na ich koncert i poznałam tą bandę przygłupów. Gdyby nie oni, moje życie wyglądało by tak jak wcześniej. A tak to przeżyłam pierwszy pocałunek, miłość, chłopaka, zdradę, stałam się silniejsza i co najważniejsze, zyskałam nowych przyjaciół.

Niall został u mnie aż do obiadu. Bardzo Fajnie rozmawiało mi się z nim. Dużo się śmialiśmy, czasem nawet ze swojej głupoty. Niestety po obiedzie musiał pójść, bo ma razem z chłopakami wywiad. Poprosił mnie jeszcze abym go oglądnęła i wyszedł. Od razu zrobiło mi się smutno. Zadzwoniłam do Kate.
- Halo? – usłyszałam w słuchawce głos przyjaciółki.
- Hej. – przywitałam się.
- O, Hej.
- Co robisz? – zapytałam.
- Leżę na łóżku i miałam do Ciebie właśnie zadzwonić. – cicho się zaśmiałam.
- Wyprzedziłam Cię. To może jak leżysz na łóżku, to przyszła byś do mnie?
- No niech Ci będzie. Zaraz będę. – rozłączyła się jak to miała w zwyczaju. Pokręciłam głową i położyłam się wyczekując przyjaciółki. Już po chwili usłyszałam dzwonek. Nieco się zdziwiłam, bo
Nigdy tak szybko nie przyszła. Tworzyłam drzwi i zobaczyłam Zayna. Chciałam już zamknąć drzwi, ale uniemożliwił mi to wkładając nogę. Westchnęłam cicho.
- Czego chcesz? – bardziej wysyczałam niż chciałam.
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym. – powiedziałam.
- Proszę. – wyszeptał i zrobiło mi się go żal.
- No dobra. – wiem, że nie powinnam tego mówić, ale trudno. Wpuściłam Zayna do środka.  Przywitał się z rodzicami i poszliśmy na górę. Zayn chodził po całym pokoju, co mnie zaczynało  już denerwować. – Może byś tak usiadł i zaczął mówić po do przyszedłeś. – usiadł na krzesełku i zaczął mówić.
- Już mówiłem, że chciałem porozmawiać. – czy już mówiłam, że ten człowiek mnie wkurza?
- To już wiem, ale o czym.
- O nas.
- Nie ma już nas. – powiedziałam. Czy on mnie kiedykolwiek słuchał? Bo wydaje mi się, że nie.
- Nadia, ja nie wiem co mi się stało, przepraszam.
- Jedno przepraszam nie wystarczy. – wysyczałam.
- Zrobię wszystko, tylko proszę, wróć do mnie.
- To nie będzie takie proste. – spuściłam głowę. Widziałam teraz, że zależy jemu na mnie. Ale czy jak znów jemu zaufam, to znowu mnie zrani?
- Ja to wiem. Ale z dnia na dzień nie można przestać kogoś kochać.
- Masz rację, ale dlaczego nie przyszedłeś wcześniej? – podniosłam na niego wzrok.
- Bałem się. – szepnął.
- Czego? – dopytywałam się.
- Nie wiem, nie mogłem się po tym zdarzeniu pozbierać.
- Był u mnie dziś Niall i powiedział, że macie dziś wywiad, więc dlaczego Ciebie tam nie ma? – byłam ciekawa.
- Nie chciałem jechać na jakiś głupi wywiad, gdy wiem, że ty mnie nienawidzisz. – powiedział i po moim policzku popłynęła łza. Jeżeli, to prawda, to mnie jeszcze kocha. Mimowolnie się do niego przytuliłam.
- Zayn, proszę, daj mi trochę czasu. Muszę znów Tobie zaufać. Boję się, że znów mi tak zrobisz. – powiedziałam drżącym głosem.
- Wiem, i obiecuję. Już nigdy Cię nie zranię. – teraz on mnie do siebie przytulił. Poczułam się tak bezpiecznie, że nie chciałam się od niego odsuwać.
- Myślisz, że menager będzie na mnie zły?
- Dlaczego? – zdziwiłam się .
- Bo nie poszedłem na wywiad. – mimowolnie zaczęliśmy się śmiać.
 ------------------
Hej ;* Przepraszam was bardzo, że tak długo nie dodałam rozdziału, ale nie miałam czasu. Wybaczcie ;c
Co do rozdziału, to nie podoba mi się. Bardzo dużo dialogów i taki bez sensowny. Przepraszam. Proszę o szczere komentarze i obiecuję, że następny pojawi się za nie długo, aby wam to wynagrodzić.  

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 15

Hej! To może być taki mały prezencik na święta. Mam nadzieję, że się spodoba, więc Miłego Czytania!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :D


Wszystko mnie bardzo bolało, a najbardziej plecy. Gdy otworzyłam oczy doznałam szoku. Po pierwsze: Niall, Louis, Harry i Liam leżeli przytuleni do mnie po drugie: leżę na podłodze przy łazience. Wstałam, przy czym wszyscy zlecieli i szybko się obudzili.
- Co się stało?- zapytał pół przytomnym głosem Niall.
- Pobudka?! – krzyknęłam i poszłam wziąć jakieś rzeczy na przebranie i się umyć, w końcu. Dobrze, że była ósma. Mogłam spokojnie się przygotować do wyjścia. Wykąpałam się i ubrałam. Z mokrymi włosami poszłam do kuchni coś zjeść. Nie chciało mi się przygotowywać czegoś specjalnego, dlatego zjadłam tylko płatki z mlekiem.
- Hej. – do kuchni wszedł Zayn. Nawet na mnie nie spojrzał. Prychnęłam pod nosem i poszłam na górę, bo nie chciałam przebywać w jego towarzystwie. Walnęłam się na łóżko, a oczy same mi się zamykały. Usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pokoju. Nie musiałam podnosić głowy, aby zobaczyć kto to jest.
- Czemu  nie było Cię wczoraj wieczorem? – zapytał. Odezwał się do mnie, chyba powinnam jemu bić brawo.
- Nie powinno cię to interesować. – powiedziałam. Nie patrzyłam się  na niego. Nie chciałam.
- Jesteś moją dziewczyną.
- No i co z tego? – wkurzyłam się trochę. – Ja mam Ci mówić wszystko, a ty co?
- O co Ci chodzi? – oburzył się.
- O ten tramwaj co nie chodzi! – krzyknęłam i zeszłam na dół. On już mnie naprawdę denerwuje. Pierw mówi, abyśmy mówili sobie wszystko, a on co? Nawet nie chce mi powiedzieć, że idzie się spotkać z byłą? A może to nie jest była? Chyba za dużo filmów się naoglądałam. Chłopaki wiedzieli, że pokłóciłam się z Zaynem, dlatego też nic nie mówili.
Gdy Malik wyszedł z domu ja poszłam za nim. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam się powstrzymać. Na Zayna czekała już jakaś blondynka. Blond kłaki i tona tapeta na… ryju. Myślałam, ze Malik ma lepszy gust. Gdy zobaczyła, że chłopak idzie w jej stronę wyszczerzyła się. Śmiać mi się chciało z niej, ale nie mógł zobaczyć, że go śledzę.
- Cieszę się, że przyszedłeś. – powiedziała blondii.
- Dlaczego chciałaś się spotkać?
- Zależy mi na Tobie. – popatrzyła się w jego oczy.
- Perrie… - nie dokończył, ponieważ przerwała jemu wpijając się w jego wargi. Moje źrenice momentalnie się powiększyły, a serce zaczęło bić mocniej. Ja śnię czy co? Zaraz potem widzę, jak on oddaje pocałunek i ręce kładzie na jej talii. To było już za wiele. To że ona go pocałowała, no okej, przeżyję, ale on jej nie odepchnął, co gorsza oddał. Szybko biegłam do domu chłopaków. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chcę go widzieć, ani rodziców. To gdzie mam się podziać? Nawet nie mam kasy na jakiś nocleg. Chyba muszę już wrócić do domu, do rodziców. Poczekam tylko na Zayna. Może coś mi powie.
Powinnam teraz płakać, przecież mnie zdradził. A jestem tylko zła. Spakowałam swoje rzeczy i posłuchałam muzyki. Pewna piosenka bardzo mi się spodobała. Krótka, ale ładna.

Weep not for roads untraveled
 Weep not for paths left alone
 'Cause beyond every bend
 Is a long blinding end
 It's the worst kind of pain I've known

 Give up your heart left broken
 And let that mistake pass on
 'Cause the love that you lost
 Wasn't worth what it cost
 And in time you'll be glad it's gone

 Weep not for roads untraveled
 Weep not for sights unseen
 May your love never end
 And if you need a friend
 There's a seat here alongside me...

Postanowiłam zrobić tak jak w tej piosence. Nie będę płakać. Leżałam jakiś czas w ciszy, gdy ktoś mi ją przerwał. Był to Zayn, wrócił ze swojego spotkania. Nic się nie odzywał, więc postanowiłam zapytać.
- Gdzie byłeś?
- Przejść się. – odpowiedział i chciał mnie pocałować, ale się odwróciłam. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. – Co się stało?
- Powiedz mi prawdę, gdzie byłeś? – spojrzałam w jego oczy i zauważyłam zakłopotanie.
- Mówiłem już, że na spacerze.
- Zayn, ja wszystko wiem. Widziałam. Więc nie wciskaj mi kitów! Podobno mieliśmy mówić sobie prawdę. – wzięłam swój plecak i już wychodziłam z pokoju, gdy Zayn złapał mnie za nadgarstek.
- To ona mnie pocałowała.
- A ty oddałeś pocałunek, a powinieneś ją odepchnąć. – wyrwałam się z jego uścisku i szybko zbiegłam na dół.
- Nadia! – krzyknął za mną. Chłopaki popatrzyli się w moją stronę zdziwieni, a ja im tylko pomachałam i opuściłam ten dom. Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na przechodniów. W każdej chwili mógł się przecież pokazać Malik. Gdy już byłam ostatecznie daleko zatrzymałam się. Popatrzyłam się za siebie, aby mieć pewność, że go nie ma za mną. Uśmiechnęłam się ,gdy go nie zauważyłam.
Na moich kochanych trybunach jak zwykle nikogo nie było. Ale to dobrze. Cisza… można sobie naprawę głęboko pomyśleć, nad swoim życiem. Przede mną piękny tor wyścigowy i lasek. Jeszcze wszystko jest zielone, ale za niedługo zmieni kolor. Ptaszki wesoło ćwirkają, a wiaterek cicho pogwizduje. Usiadłam sobie na ławeczce i patrzyłam przed siebie. Te miejsce zawsze mnie zadziwiało. O każdej porze roku zmienia swój wystrój, dzieci czasem biegają i swym śmiechem ożywiają to miejsce. Ludzie wygrywają pieniądze, a konie pobijają rekordy.
Jestem ciekawa, tylko jednej rzeczy. Dlaczego to zrobił? Zapewniał, że mnie kocha i w ogóle, a potem całuje się ze swoją byłą. Ja to jednak mam głupie to życie. Komuś zaufam to od razu muszę dostać w tyłek. Obiecuję, że już nigdy się nie zakocham, ani nikomu nie zaufam, tak jak Zaynowi.
Gdy już się ściemniało wróciłam do domu. Nie odezwałam się do rodziców, co zrobiło się mi trochę przykro. Trochę przemyślałam i postanowiłam ich przeprosić.
- Mamo, tato, przepraszam za moje zachowanie. – powiedziałam do nich.
- Córciu, my też musimy Cię przeprosić. – powiedziała mama i zrobiliśmy grupowego przytulasa. Wzięłam kanapki i poszłam do pokoju. Na telefonie miałam jakieś milion nieodebranych połączeń i wiadomości. Przeczytać? Nie, nie chce mi się tego czytać. Jakieś głupie wymówki. Włączyłam laptopa i zaczęłam oglądać pamiętniki wampirów. Bardzo je lubię, ale nie miałam ostatnio kiedy je oglądnąć. Oglądałam, a na moją komórkę co chwila przychodziły jakieś SMSy. Miałam już tego dość, dlatego też wyłączyłam go. Gdy oglądnęłam już wszystkie odcinki byłam zmęczona. Szybko się umyłam, przebrałam w piżamę i zasnęłam.

Mam piękną białą suknię, długi welon i bukiecik. Tato trzyma mnie za ramię i prowadził przez ołtarz. Cały kościół był wypełniony. Ludzie patrzyli się na mnie z zachwytem. Zauważyłam Pana Młodego. Stał do mnie tyłem, więc nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Słyszałam jakieś szepty i jak coś tato do mnie mówił, ale nie słuchałam nikogo. Byłam skupiona, aby się nie potknąć i myślałam, co zaraz się stanie. Doszłam do ołtarza, a tato mnie puścił i poszedł usiąść do ławki. W końcu mogłam ujrzeć twarz Pana Młodego. Z uśmiechem na twarzy popatrzyłam się na bok. Chłopak, który stał obok, również popatrzył na mnie. Był to… Zayn?!

Gwałtownie wstałam, a w rogu mojego pokoju była jakaś czarna zjawa lub duch. Przetarłam oczy, a gdy znów tam popatrzyłam, jego już nie było. Zszokowana rozglądnęłam się po całym pokoju. Lecz już go nie było. Mógł to być ten sam, który wcześniej mnie popchnął. Tylko dzięki Malikowi żyję. Ale czemu on mnie obserwuje? A co znaczył ten sen? Ja i Zayn? I, że niby on będzie moim mężem? Na pewno nie. Za bardzo się zawiodłam. Już chyba nie będę umiała jemu zaufać. Było bardzo wcześnie, bo dopiero 6:34 a ja nie mogłam zasnąć. Morfeusz nie chciał zabrać mnie do swojej krainy. Dlatego też leżałam bezczynnie na łóżku i patrzyłam się w sufit. Po jakieś godzinie wstałam, wykąpałam i przebrałam się. Postanowiłam zrobić śniadanie dla wszystkich.
- Witaj Córciu, co robisz? – przywitała się ze mną mama.
- Hej, robię tosty, jajecznicę, a do tego kawę. – uśmiechnęłam się.
- Mmmm… pięknie pachnie. Pomóc ci w czymś?
- Nie, nie musisz.
- W takim razie pójdę ogarnąć się i obudzić tatę. Jak coś to wołaj. – puściła mi oczko i poszła na górę.  Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. To jest mój najlepszy poranek z rodzicielką. Dokończyłam śniadanie i poustawiałam wszystko na stole. Gdy skończyłam akurat rodzice zeszli.
- Jak my dawno śniadania razem nie jedliśmy. – zauważył tato.
- No trochę. – zauważyłam.
- Teraz to się zmieni. Wiem, że powinno być tak wcześniej, ale nie rozumieliśmy tego. – powiedziała mama, a ja się do niej przytuliłam. Jak jedliśmy usłyszeliśmy dzwonek.
- Otworzę. – powiedziałam i odeszłam od stołu. Nie wiedziałam, kto może przyjść o tej godzinie. Gdy otworzyłam zobaczyłam…
--------------------------
Wesołych i Radosnych świąt i mokrego Dyngusa i śmiesznego Prima Aprilisa (wybaczcie mi, ale nie umiem pisać życzeń) Następny rozdział dopiero po świętach, bo nie będę mieć czasu na napisanie. Jak chcecie tłumaczenie piosenki to tutaj macie <klik> ;) Liczę na komentarze :P ( jak bym była zła to dałabym taki mały szantażyk typu "jak będzie 7 komentarzy to dodam nowy rozdział" Ale nie daję bo liczę na was! )