piątek, 1 marca 2013

Rozdział 10


Trzymając się za ręce  i z wielkim uśmiechem na twarzy poszliśmy do reszty. Bawili i śmiali się w najlepsze. Niby dorośli, a jeszcze się bawią. Zobaczyli przelotnie, że już jesteśmy i dalej wrócili do zabawy. Zaśmiałam się cicho. Louis spojrzał na nas dziwnym wzrokiem zjeżdżąc na nasze splecione dłonie. Uspokoił wszystkich i dał znać, aby popatrzyli na nas. Wszyscy zobaczywszy nas posłali pytające spojrzenia, oprócz Nialla.
- Drugi raz, to ja już się nie nabiorę. – powiedział, a ja z Zaynem zaśmialiśmy się. Przytulił mnie do siebie jeszcze bliżej i złożył na moich wargach pocałunek. Usłyszałam przy tym „Uuuu…”
- No to gratulacje! – wszyscy zaczeli składać mi życzenia.  Nie rozumiem po co ludzie to robią. No bo  jeśli ludzie naprawdę się kochają, to nic ich nie rozłączy i żadne głupie życzenia nie są im potrzebne. Jako że byłam w tedy miła podziękowałam im za to.
- Skoro wy powiedzieliście, to my też musimy.  – Harry spojrzał na Kate. Oni uśmiechnęli się do siebie i pocałowali.
- Wiedziałam! – krzyknęłam na co para się zaśmiała. Znowu zaczeli składać życzenia. Zawsze byłam w nich słaba i mówiłam „Wszystkiego najlepszego!”, a tamten czekając na część dalszą szczerzył się i czekał. „ A gdzie dalsza część?” Wtedy zawsze wzruszałam ramionami i mówiłam, że nie ma. Ja to jednak jestem genialna. Gdy przyszła moja kolej na te zdupcone życzenia  nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu nie codziennie twoja przyjaciółka ma chłopaka.
- No więc tak… - chwila na przemyślenie. – Jak się na serio kochacie to życzenia są niezbędne, a tak przy okazji to nie umiem wymyślać, więc nie obrazicie się jeśli powiem wam tylko gratulacje? – zdziwili się, nie wiedzieli co powiedzieć. Chciało mi się z nich śmiać, ale nie wypadało.
- Jasne, że nie i dzięki za szczerość. – uścisną mnie Harry, a potem Kate. Podeszłam do swojego chłopaka… jak to pięknie brzmi i to mój pierwszy. Nie wiedziałam jak mam w takim razie się zachować, ale zaufam Zaynowi, chyba także o to w związku chodzi. Przytuliłam się, a on korzystając z okazji wskoczył ze mną do basenu.
Bawiliśmy się tak do późna. Razem z Kate nie chciałyśmy wracać do domu. Chłopcy zaproponowali, abyśmy zostały u nich. Z chęcią zgodziłyśmy się.
- Zayn dasz mi jakąś bluzkę do spania? – zapytałam się gdy byliśmy w pokoju mulata.
- Jak dla mnie możesz spać bez niczego. – uśmiechną się zadziornie.
- Zayn! – walnęłam go w lekko w ramię. Zaśmiał się i wyją jakąś bluzkę. Rzucił ją we mnie. – Ej no! – oburzyłam się.
- Jednak mam dobrego cela. – śmiał się.
- To nie jest śmieszne. – wystawiłam mu język i poszłam do łazienki. Tam umyłam się, opłukałam jamę ustną, bo nie miałam szczoteczki do zębów. Założyłam koszulkę Zayna, która była koloru zielonego z jakimś napisem. Przykrywała moją pupcie więc nie była aż tak bardzo zła. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do pokoju mojego chłopaka. Lecz nie zastałam go tam. Gdy miałam zapalać już światło poczułam czyjeś dłonie na mojej talii, które podnoszą mnie do góry.
- Aaaaa… - krzyknęłam ze strachu. Ten ktoś przyłożył mi rękę do ust, przez co nie miałam jak krzyknąć. Nagle sobie coś uświadomiłam. Te słonie, dotyk, dreszczyk i zapach. Zayn. przestałam krzyczeć, a raczej próbować i wić się. Zapewne chciał mnie przestraszyć i udało się jemu. Położył mnie delikatnie na łóżku i od razu wpił się w moje wargi. Uśmiechną się przez pocałunek. Wpadł mi do głowy genialny pomysł. Odepchnęłam go od siebie i strzeliłam tak zwanego Focha. On zdziwiony nie wiedział co ma zrobić.
-  Dobranoc Zayn. – odwróciłam i przykryłam się kocem. Mulat dalej był chyba w szoku, bo nic nie odpowiedział.
- Skąd wiedziałaś, że to ja? – zaśmiałam się.
- Ciebie nie da się pomylić z kimś innym.
- Ale na początku nie wiedziałaś.
- Tak, bo mnie przestraszyłeś i nie myślałam racjonalnie.
- To po czym mnie poznałaś? – odwrócił się do mnie przodem. Zagryzł dolną wargę, przy czym się zarumieniłam. Dobrze, że było ciemno, inaczej by to zobaczył.
- Po dotyku twoich dłoni, oddechu, zapachu i takiego charakterystycznego dreszczyku. – zadowolony z mojej odpowiedzi pocałował mnie czule w usta.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- Teraz nie musimy udawać przed Twoimi rodzicami. – oboje zaczeliśmy śmiać się z tamtego incydentu. Co ja poradzę, że mówię co mi ślina na niesie nie patrząc na konsekwencję?
- To właściwie też w tedy był mój pierwszy pocałunek. – uśmiechnęłam sięna wspomnienie tamtego momentu.
- Tak, ale mogło być romantyczniej, dokładniej…
- Tak jak było idealnie i najlepiej. – zapewniłam go i dałam całusa. – umiesz jeździć konno?
- Siedziałem tylko kilka razy na koniu.
- Szkoda…
- A dlaczego pytasz?
- Bo myślałam, żeby kiedyś wybrać się w taką przejażdżkę. – zaczęłam rozmarzać.
- Kiedyś chciałem, ale rodzice nie pozwolili mi. Ale mogę się nauczyć.
- Jak nie chcesz to ja Cię nie zmuszam. Po prostu tak pomyślałam. Zapomnij o tym.
- Mógłbym zobaczyć jak jeździsz? – zapytał się po chwili ciszy.
- Jasne, może jutro?
- Mi pasuje. – uśmiechną się szeroko.
- W takim razie dobranoc, muszę się wyspać.
- Dobranoc.
Czyjeś krzyki obudziły mnie z pięknej krainy Morfeusza. Nie było koło mnie Zayna, więc postanowiłam już wstać. Na dworze było chłodniej niż wczoraj. Z szafy Zayna wyciągnęłam szarą bluzkę. Chyba się nie obrazi, pomyślałam. Założyłam wczorajsze krótkie spodenki, bluzkę i oczywiście bieliznę. Wypłukałam jamę ustną ogarnęłam włosy i zeszłam na dół. Tam każdy biegał, coś robił, krzyczał…
- Hej, już wstałaś. – naglę się uspokoiło i usłyszałam Harrego.
- Właśnie miałem Cię budzić. – podszedł do mnie Zayn. Przytulił i pocałował mnie na przywitanie.
-Naprawdę, możecie oszczędzić nas tym widokiem od samego rana. – powiedział Louis.
- Nic nie mówiłem, jak całowałeś się z Eleanor. – zaśmiał się Zayn. Pasiasty tylko wzruszył ramionami i zaczął jeść marchewkę.
- Zapraszam do kuchni na pyszne i pożywne śniadanie. – krzyknął Liam. Usiadłam obok Zayna i Nialla. Na śniadanie Liam przygotował pyszne tosty i jajecznicę. Przy jedzeniu oczywiście wszyscy rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Gdy skończyłam jeść podziękowałam i razem z Zaynem posprzątaliśmy.
- Może jak skończymy pojedziemy do stadniny? – dałam propozycję.
- Jasne, a może zapytać się jeszcze Kate?
- To dobry pomysł. Harry pewnie też chciał by zobaczyć. – uśmiechnęłam się. Gdy skończyliśmy zapytałam się Kate, czy by chciała. Zgodziła się z chęcią. W czwórkę pojechaliśmy pod stadninę. Myślałyśmy czy przebrać się w specjalne ubrania na jazdę, ale odpuściłyśmy sobie.
- Poczekajcie przed stajnią my idziemy tylko po konie. – zgodzili się. Postanowiłyśmy pojechać na oklep. Założyłam ogłowie Lucyferowi i czekałam na Kate. Razem wyszłyśmy ze stajni i wsiadłyśmy na nasze rumaki. Kate wsiadła na Credita, który był niższy od mojego i był koloru kasztanowego.
- Jak byście chcieli, mogłybyśmy was troszkę nauczyć. – dałam propozycję.
- Jak chcecie, to oczywiście. – odpowiedzieli zgodnie. Tak jak chcieli pokazałyśmy co umiemy. Byli w szoku, ale mówili, że to nic trudnego i szybko się nauczą. Dałyśmy konie do potrzymania chłopakom, a my poszłyśmy po siodła. Gdy wróciłyśmy zaczęłyśmy się głośno śmiać. Oni przerażeni stali jak najdalej od ogierów. Dalej śmiejąc się założyliśmy siodła.
- Ja nie wchodzę na niego. – powiedział Zayn.
- Dlaczego?
- On jest duży i straszny.
- Oj no, przesadzasz. Przywitaj się z nim.
- A jak on się w ogóle nazywa?
- Lucyfer. – zauważyłam, że Kate ma taki sam problem z Harrym. – Jesteście chłopakami i boicie się zwierząt?
- Nie. – odpowiedzieli razem.
- No to wchodzie. – w końcu weszli na konie. Mieli przestraszone miny i wyglądali śmiesznie. Powiedziałam kilka rzeczy na co powinien zwracać uwagę, co powinien robić. Chodziłam stępem (normalny chód konia), a Zaynowi kazałam wstawać i siadać.
- Po co mam to robić? – zapytał się.
- Zaraz zobaczysz. – jeszcze chwilę tak robił. Popędziłam konia, a on zaczął kłusować ( to taki szybszy chód). Zayn przestraszony nie wiedział co ma robić.
- Rób to co wcześniej. – podpowiedziałam jemu. Zaczął to robić, ale nie udawało się to jemu. Zatrzymałam się i koń też. Zaczęłam tłumaczyć na co polega anglezowanie (czyli wstawanie i siadanie w siodle). Próbowaliśmy tak cały czas aż się zmęczył.
- Dobra, to nie jest jednak łatwe jak się wydaje. – zaśmiałam się cicho z satysfakcji. Podeszła do mnie Kate i zaczęłyśmy się śmiać. Chłopakom nic nie wychodziło i byli bardzo zmęczeni. Zeszli z koni, my je rozsiodłałyśmy, a chłopaki patrzyli na to co robimy. Odniosłam siodło i pożegnałam się z Lucysiem.
-------------------

Hej! W końcu dodałam! Ten tydzień był okropny! Trzy sprawdziany, codziennie kartkówki, rozprawka, reportaż, referat z biologi. Mam nadzieję, że docenicie to ;) PRZECZYTAŁEŚ= SKOMENTUJ! wpisujcie w komentarzach swoje blogi,a ja postaram się je przeczytać ;) To do następnego! ;p

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 9


Po stoczonej walce z powiekami w końcu otworzyłam oczy. Jasne światło oślepiło mnie ale zaraz przeszło i mogłam spokojnie zobaczyć gdzie jestem. Cały czas czułam dotyk na mojej ręce. Przed sobą zobaczyłam chłopaka. Idealne rysy twarzy, włosy czarne, postawione do góry. Patrzył się on przez okno w pokoju. Nie było nikogo innego w pokoju. Tylko my. Na początku nie poznałam go, ale potem już wiedziałam . To był Zayn. Chciałam coś powiedzieć, aby odwrócił się w poją stronę, ale nie mogłam wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Szlag by to trafił! Załamana leżałam na łóżku próbując coś powiedzieć.
- Zayn… - Tak! Udało się! Jestem z siebie dumna. Mulat błyskawicznie odwrócił się w  moją stronę. Uśmiechną się bardzo szeroko i przytuli mnie. Zdziwiona także przytuliłam. Trwaliśmy tak chwilę, aż w końcu nie znudziło mi się to. Odepchnęłam go lekko od siebie.
- Jak się czujesz? – zapytał się przerywając ciszę.
- Dobrze. – wzruszyłam ramionami, no bo jak mogłam się czuć? Nie powiem, że wszystko mnie boli, bo wtedy wezwie lekarzy. Czy wspominałam, że nie lubię lekarzy? Jak nie to teraz mówię. Na tym skończyła się nasza rozmowa. Chciałam coś powiedzieć, przerwać tą ciszę, ale nie wiedziałam jak.
- Emm… kiedy wyję ze szpitala? I w ogóle po co tu jestem? – powiedziałam coś w końcu.
- Jutro już wyjdziesz, i po prostu chcą zobaczyć czy wszystko jest okej. – pokiwałam głową na znak, że go słuchałam.  Drzwi do pokoju się otworzyły i zobaczyłam wszystkich. Gdy zobaczyli, że już nie śpię, rzucili się na mnie. Nie mogłam nawet oddychać! W końcu się ode mnie odczepili i patrzyli się na mnie jak na obrazek. To było dziwne, ale oni też są dziwni, więc wszystko jasne.
- Co się tak gapicie? – wystawiłam im język.
- A nie możemy? – zapytał z chytrym uśmieszkiem Louis.
- Tak się właśnie składa, że nie możecie. – znów wystawiłam im język, na co się zaśmiali. Czy ja jestem aż taka śmieszna? Może do kabaretu się zapiszę. Niall wiecznie głodny otworzył jakiegoś batonika. Byłam strasznie głodna, a w tym momencie zaburczało mi głośno w brzuchu. Oczywiście wszyscy musieli wpaść w śmiech. Spojrzałam błagalnie na Nialla. Patrzył to na mnie, to na batona. Wyciągną z kieszeni jaszcze jednego i mi podał.
- Dzięki. – uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Niall, co się stało, że oddałeś batona? – zapytał się wyraźnie zdziwiony Harry. Niall tylko wzruszył ramionami i usiadł na krześle. – Nie poznaję Cię. – pokręcił z głową niedowierzanie. Nie interesując się ich rozmową zjadłam pysznego batona. Dalej byłam głodna, ale nie tak jak wcześniej. Cały dzień spędziłam z nimi. Było naprawdę fajnie. Gdy zrobiło się już późno musieli pojechać. Trochę smutno mi się w tedy zrobiło, ale nie chciałam żeby spali tutaj. Obiecali, że przyjadą rano. Posłałam im na koniec szery uśmiech i wyszli, a ja zostałam sama. Znowu, ale się już do tego przyzwyczaiłam, choć zdarza się, że jest mi z tego powodu smutno. Próbowałam zasnąć, ale za chiny mi się nie udawało. Chciałam wziąć słuchawki i posłuchać muzyki, ale zapomniałam, że ich nie mam. Zrezygnowana położyłam się i gapiłam się przez okno. Na niebie były piękne, świecące gwiazdy. Zawsze lubiłam się na nie patrzeć, była to dla mnie w pewien sposób magia. Gdy byłam dzieckiem nie rysowałam motylków, czy kwiatków. Wolałam gwiazdy. Rodzice namawiali mnie abym narysowała coś innego, ale ja byłam stanowcza. Dopiero później, gdy pokochałam konie, coraz rzadziej rysowałam gwiazdy, a częściej konie. Tak, wiem co teraz myślicie. Byłam głupim dzieckiem i się z wami zgodzę. Nie pozwalałam mamie wybierać mi ubrań ani mnie czesać. Chciałam być dorosła, czym wynikiem były dziwne stroje i fryzury, jeśli mogę tak to nazwać. Nie miałam przyjaciół, bo kto chciał by się ze mną kolegować? Rodzice kupili mi zwierzątko, przez co się już się nie nudziłam gdy nie było ich w domu.  Dopiero gdy się przeprowadziliśmy do Anglii poznałam przyjaciółkę. Byłyśmy nierozłączne. Cały czas byłyśmy razem. Oczywiście kłóciliśmy się, ale potem szybko się godziliśmy i nie pamiętaliśmy tego. To były moje najlepsze czasy. Kochałyśmy konie i na nich spędzałyśmy najwięcej czasu. Na mojej twarzy widniał cały czas szeroki uśmiech, a jak się rozstawałyśmy od razu znikał. Po jej śmierci nie wiedziałam co będzie. To bardzo bolało. Poznałam Kate, ale to nie były te same uśmiechy co wcześniej. Nie traktowałam jej tak jak Julie. Teraz poznałam chłopaków i na mojej twarzy znów powrócił ten uśmiech. Byłam bardzo szczęśliwa i chyba było to po mnie widać. Do tego jeszcze Zayn. Chyba go kocham. Ja to mówię? Przecież ja się nie miałam zakochać! Teraz już wiem o co chodzi w powiedzonku „Serce nie sługa”. Wiem, że powinnam powiedzieć to Zaynowi  i może potem byśmy byli razem, ale ja najnormalniej w świecie się tego boję!

Usłyszałam jakieś śmiechy i krzyki. Otworzyłam lekko oczy i zobaczyłam chłopaków i Kate. Chciałam się uśmiechnąć, ale postanowiłam poudawać, że śpię.
- Cicho, bo ją obudzicie. – rozpoznałam głos Zayna. Tylko że ja już nie śpię, pomyślałam.
- Dobra, dobra. Już jesteśmy cicho. A tak poza tym to co jest między wami? – zapytał się Liam. Byłam ciekawa co powie mulat. Teraz się cieszyłam, że udawałam. Zayn chyba nie wiedział co ma powiedzieć, bo długo się nie odzywał.
- Nie wiem. – powiedział ze smutkiem? – Nigdy tego nie czułem przy wcześniejszych dziewczynach i zależy mi na niej. Z ty tylko, że ona boi się.
- Stary, będzie dobrze zobaczysz. Zobaczy, że jestem wspaniałym chłopakiem i rzuci się w twoje ramiona. – zachciało mi się śmiać z wypowiedzi Louisa.
- Tylko musisz trochę poczekać i pokazać, że zależy Ci na niej. – Liam poklepał go po plechach tak, że to nawet usłyszałam. Otworzyłam lekko oczy, a przed moimi oczami był słodki widok. Wszyscy się przytulali.
- Może spakujmy już Nadie. Jak się obudzi to od razu pojedziemy. – zaproponował Zayn.
- Dobry pomysł. – pochwaliła go Kate. Przy pakowaniu byli tak głośni, że nawet głuchy by to usłyszał. Po dłuższym czasie w końcu skapnęli się, że nie śpię.
- Hej! – krzyknęli wszyscy razem się na mnie rzucili. Dosłownie. Zaśmiałam się z nich. Naprawdę się cieszę, że mam takich świetnych przyjaciół. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Ubieraj się i jedziemy do domu! – poklepał mnie lekko po ramieniu Zayn. Wyszli z pokoju, a ja szybko się przebrałam. Już po chwili siedziałam w samochodzie chłopaków. Wszyscy byliśmy dziś szczęśliwi, a pogoda sprzyjała. Było słonecznie i bardzo ciepło. Co w Londynie jest rzadkością. Jako, ze chłopcy mają basen na ogródku postanowiliśmy tam spędzić resztę dnia. Miałam szwy na łydkach, ale mogłam się spokojnie kąpać. Przebrałam się w stój kąpielowy. Był dwu częściowy i czarny. Kate też założyła dwu częściowy, ale zielony. Narzuciłyśmy jeszcze na siebie jakieś cichy i wyszłyśmy z domu. Gdy dotarłyśmy na miejsce muzyka leciała z głośników, a chłopcy latali w samych kąpielówkach. Nie czekając dłużej ściągnęłyśmy z siebie ubrania i po moich namogach razem wskoczyłyśmy do basenu.
- Czemu nie poczekałyście na nas? – Luois udawał, że się obraża, co wyglądało bardzo śmiesznie i zaczęłyśmy się z niego śmiać. – To nie jest śmieszne!
- Oj uwierz  mi jest. – dalej się śmiałam. – Nie fochaj się tylko wskakuj. Woda jest bardzo fajna. – nie czekałyśmy długo, bo Louis od razu wskoczył na bombę. Reszta gdy zobaczyła co się dzieje także wskoczyła. Chlapaliśmy się nawzajem. To jest zdecydowanie mój najlepszy dzień. Wyszłam z basenu, aby coś zjeść, bo zgłodniałam. Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się w stronę tej osoby i ujrzałam Zayna. Wyglądał bardzo sexownie. Z jego włosów spadały krople i nie były już idealnie ułożone. Na jego klatce widniały tatuarze, które dodawały jemu męskości. Boże o czym ja myślę? Skarciłam się w duchu. Uśmiechną się do mnie a mi dosłownie kolana zmiękły. Jak można być takim? Przystojnym? Sexownym? Sama nie wiem. Ciekawe gdzie ja stałam jak rozdawali urodę? Pewnie stałam w kolejce o dziwactwo.
- Co tam u ciebie? – zapytał popijając cole.
- To mój najlepszy dzień w życiu. – uśmiechnęłam się szeroko. Od dziś chyba częściej będę suszyć zęby.
- To się cieszę.
- Zayn… - powiedziałam nie pewnie i cicho. Byłam pewna, że nie usłyszał.
- Tak? – niech to szlag. Czemu on musi mieć dobry słuch kiedy  jest on najmniej potrzebny?
- No… bo…ja…- jąkałam się i nie wiedziałam jak jemu to powiedzieć. Nie codziennie się wyznaje miłość co nie? Tak, zamierzam powiedzieć, że go Kocham, bo nie chce jego ranić. Ani siebie.
- Spokojnie, ja nie gryzę. – zaśmiał się, lecz mi nie było to do śmiechu. Podszedł do mnie i uśmiechną się zachęcająco.
- Nie wiem jak to powiedzieć, bo nigdy tego nie robiłam. – spuściłam wzrok na swoje bose stopy.
- Najlepiej zrozumiale, lub prosto z mostu. Wolę tą drugą rzecz, ale wybierz która będzie dla ciebie lepsza. – próbował zrobić, abym się na niego popatrzyłam, ale ja nie dawałam za wygraną. Widziałam, że jak popatrzę się w te piękne tęczówki to nic nie powiem.
- Chyba łatwiej będzie mi powiedzieć tym drugim sposobem.
- W takim razie słucham. – słyszałam, że się uśmiecha. Dało mi to otuchy. Jeszcze ta rozmowa w szpitalu i jeszcze wcześniej. Nie powinnam się bać, że mnie odrzuci, ale jednak. Nabrałam powietrza i spojrzałam na niego. Odważyłam się i nie było już odwrotu.
- Kocham Cię. – patrzyłam się w jego oczy i po usłyszeniu tych słów pojawiły się w nich iskierki radości. Na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. Widząc reakcje Zayna także miałam wielki uśmiech.
- Ja Ciebie też. Zostaniesz moją dziewczyną? – byliśmy cały czas uśmiechnięci. Na jego ustach złożyłam pocałunek. Był on przepełniony miłością do niego.
- Czy to oznacza tak?
- Oczywiście! – przytuliłam go bardzo mocno i jeszcze raz wpiłam się w jego wargi. Lepszego dnia nie mogłam sobie wymarzyć. Ani chłopaka. Kiedyś nawet nie pomyślała bym, że będę tak szczęśliwa i będę mieć nawet chłopaka. Byliśmy w tamtej chwili najszczęśliwszymi osobami na świecie. Zayn w końcu się wyczekał na mnie, ale chyba było warto.
----------------------------

Hejo :D Udało mi się i napisałam! Mam tylko nadzieję, że nie zanudziłam was tym rozdziałem. Co myślicie? Nie wiem kiedy będzie kolejny. JAK PRZECZYTAŁAŚ TO SKOMENTUJ, CHCĘ WIEDZIEĆ CO MYŚLISZ NA TEMAT MOJEGO BLOGA, A KAŻDY KOMENTARZ MNIE USZCZĘŚLIWIA. NIE MUSI ON BYĆ DŁUGI, WYSTARCZY TYLKO JENDE SŁOWO.

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 8


Otworzyłam oczy i zobaczyłam w rogu pokoju jakąś postać. Miała ona białą długą sukienkę i czarne do pasa włosy. Gdy odwróciła się w moją stronę przeżyłam szok.  Była to moja przyjaciółka, siostra. Julia. Uśmiechnęła się do mnie i podeszła do mojego łóżka. Nic się nie zmieniła. Z wyjątkiem tej sukienki.
-Posłuchaj, mam mało czasu.  Nasza przysięga związana z miłością, chłopakami nie istnieje już. Nie rujnuj sobie życia. Czeka Cie niebezpieczeństwo więc uważaj. –
- Coo? Ale że jak? – krzyknęłam.
Otworzyłam gwałtownie oczy i chciałam się podnieść do pozycji siedzącej,. A le ktoś mnie trzymał.
- Ćśśś… - szepnął mi do ucha. Jego głos działał na mnie uspakająco. Wtuliłam się jego klatkę piersiową. Nie interesowało mnie kto to był. Ten ktoś głaskał mnie po placach przy czym przechodził mnie przyjemny dreszcz. Nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam.
Światło drażniło moje czy, budząc mnie przy tym. Otworzyłam leniwie moje oczka. Kolej raz doznałam szoku. Przede mną znajdowała się uśmiechnięta twarz Zayna. Mimowolnie na mojej twarzy wkradł się uśmiech. Więc to on był tym który mnie uspokajał.
- Czemu przyszedłeś wczoraj do mnie. – zapytałam się jego.
- Chciałem zobaczyć czy już śpisz, a wtedy zobaczyłem, że coś się dzieje. Rzucałaś się na wszystkie strony. Pomyślałem, że śni Ci się coś strasznego.  
- Dziękuję. Choć na dół. – powiedziałam i pociągnęłam do za rękę. Na dole byli już wszyscy.  Wzięliśmy z Zaynem po kanapce i poszliśmy do salonu.
- Hej wszystkim.- powiedziałam zajadając się kanapką.
- Hej. – odpowiedzieli. Oglądali jakąś komedie, która nie była w ogóle śmieszna dla mnie. Dopiero teraz skapnęłam się, ze jestem w piżamie. Czym prędzej pobiegłam go pokoju. Stamtąd wzięłam ubrania i do łazienki. Myłam się ubrałam się krótkie jeansowe spodenki i kremową bluzkę. Włosy wyprostowałam i zeszłam do wszystkich.
- Może wyjdziemy gdzieś, a nie będziemy cały czas w domu siedzieć. – zaproponowałam. Wszyscy uznali to za dobry pomysł i już zaraz wychodziliśmy z domu. Chodziliśmy sobie po mieście, a żadna fanka nie zaatakowała chłopaków. Chodziliśmy tak, gdy zaczęło się już lekko zciemniać.
- Idziemy do wesołego miasteczka? – zapytał się Harry. Ostatnio w wesołym miasteczku byłam gdy byłam mała. Miałam w tedy bodajże z pięć lat. Potem się przeprowadziliśmy do Lodnynu i rodzice byli zajęci pracą. Ja byłam cały czas w domu, a gdy poznałam Julie wszystko się zmieniło.
Wszyscy zgodziliśmy się na propozycję loczka. Gdy już doszliśmy na miejsce nie mogłam uwierzyć. Było tu dużo karuzel. Duże, małe, śmieszne i nawet straszne. Po całym miasteczku roznosiły się śmiechy i krzyki.
- Podoba Ci się? – szepną mi do ucha Zayn.
- I to nawet nie wiesz jak. – uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy od spokojnych rzeczy. Razem krzyczeliśmy i śmialiśmy się. Wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi. Widziałam na twarzy Kate przerażenie gdy szliśmy do ostatniej części tego wieczoru. Chciało mi się z niej śmiać. Zawsze się takich rzeczy bała. Z tej „ karuzeli” dochodziły największe krzyki. 
- chcecie iść? Bo to jest na pewno straszne. Kiedyś tutaj byłem i nie zamierzam wracać. – zaśmiał się Liam. On też?
- To kto idzie? – rzucił Harry.
- Ja na pewno nie. – powiedziała szybko Kate.
- A ty Nadia?- zapytał się mnie Zayn. Myślał, że będę się tego bała? Chyba śni!
- Oczywiście, że pójdę na to cacko. – uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie będziesz się bać? – spytał się zdziwiony Louis.
- Ja się niczego nie boję. – wytknęłam mu język. Poszliśmy zakupić bilety. Nie jechał tylko Liam, Niall i Kate. Boi dupy. Weszliśmy na „piekielne urządzenie” jak to mówił Niall. Było świetnie! Po skończeniu, chciałam jeszcze.
- Chodźmy jeszcze raz! – błagałam ich.
- Jesteś pierwszą dziewczyną, która się tego nie boi i chce jeszcze raz na to iść. – powiedział Loczek.
-Jest już późno i musimy wracać. – powiedział naj Daddy. Byliśmy tak zmęczeni, ze nie chciało nam się wracać na piechotę do domu. Zamówiliśmy dwie taksówki. Ja pojechałam z Zaynem i Nialle, a reszta drugą. Byłam tak wykończona, że nie miałam siły aby się wykąpać. Przebrałam się w piżamkę i umyłam zęby. Wskoczyłam do łóżka, przykrywając się. Usłyszałam ciche pukanie. Odwróciłam się w stronę  drzwi. Zobaczyłam sylwetkę oczywiście Zayna.
- Co  tu robisz? – mówiłam cicho.
- Bo Louis wygonił mnie jak i wszystkich z pokoju i nie mam gdzie spać. -  zrobił oczy kota ze shreka.
- Hahaha – zaczęłam się z niego śmiać. – wskakuj. – przesunęłam się trochę, żeby zrobić miejsce dla mulata.  Nie miałam dużego łóżka, ale jakoś się pomieściliśmy.
- Śpisz?- szturchnęłam go lekko w ramię.
- Nie i nie chce mi się. A tobie?
- Też nie. – mówiliśmy szeptem, bo nie chcieliśmy nikogo obudzić.
- To może sobie porozmawiamy?
- Może ja zadaje Ci pytanie, a potem ty mi?
- Dobra, to zaczynaj.
- Hmm… ulubiony kolor? – palnęłam pierwsze co przyszło mi na myśl.
- Niebieski. – ulubiona potrawa?
- Lasage. Ideał dziewczyny?
- Leży koło mnie. – chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę i pocałował w policzek. Zdezorientowany popatrzył na mnie. – Co jest?
- Nic, możemy iść już spać?
- Tak. – odwrócił się do mnie plecami. Wiem, że źle postąpiłam, ale nie chce go ranić. Niech znajdzie sobie inną dziewczynę, która będzie na niego zasługiwać. Miałam wielką ochotę powiedzieć jemu co do niego czuję i zatopić usta w jego ciepłych wargach, przytulić się do jego umięśnionego torsu i tak spędzić całą noc. Ale przecież to tylko marzenia. Miłość nie istnieje, to tylko ludzie takie coś wymyślają. Po moim policzku znów popłynęła słona łza. W kącie znów zobaczyłam postać. Była to Julia. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zaraz się jednak opamiętałam. Jestem wariatką! Widzę duchy!
- Co ja Ci mówiłam? – ona do mnie mówi?
- Jestem wariatką, jestem wariatką… - mamrotałam pod nosem.
- Nie, nie jesteś nią. Posłuchaj, grozi Ci niebezpieczeństwo! Trzymaj się Zayna, a nic Ci się nie stanie. – patrzyła się na mnie. Zaczęłam płakać, nie wiadomo z jakiego powodu. Jak to grozi mi niebezpieczeństwo? Mam się trzymać Zayna? Chyba ją coś boli.
- Jesteś tylko wymysłem mojej wyobraźni, więc nie będziesz mi mówić co mam robić. – wysyczałam i poszłam do kuchni napić się czegoś. Wyciągnęłam kubek i wlałam do niego mleko. Odwróciłam się by usiąść na krześle. Nagle pojawiła się przede mną postać jakiegoś ducha. Ze strachu upuściłam kubek na ziemię. Roztrzaskał się a jego odłamki wbiły się w moją łydkę raniąc ją. Krzyknęłam z bólu, a ktoś (ten duch) popchnął mnie do przodu. Upadłam na podłogę raniąc moje ręce i kolana. Płakałam z bólu a koło mnie znajdowała się moja krew. Usłyszałam, że ktoś schodzi po schodach. Najwyraźniej usłyszał mój krzyk. Nie miałam nawet siły się podnieść.
- Boże, Nadia! Co ci się stało! – krzyknął przerażony Zayn. Nic nie odpowiedziałam, bo nie mam siły. Podniósł mnie z podłogi i zaprowadził do łazienki. Cały czas patrzył  na mnie smutnym wzrokiem. Przemył moje rany i jakoś wyciągnął kawałki kubka.
- Może pojechać na ostry dyżur? – zapytał się z troską.
- Nie trzeba. – odpowiedziałam cicho i spuściłam głowę.
- Jak się to w ogóle stało? – pytał z niedowierzaniem? Smutkiem?
- Nie chce o tym mówić.
- Nadia, przecież ty tylko zbiłaś kubek i nie chcesz to tym rozmawiać?
- Nie. – szepnęłam. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Zayn jeszcze poszedł posprzątać w kuchni. On mnie nie zrozumie. Teraz wiem o co chodziło Julii. Grozi mi niebezpieczeństwo, przez tego ducha. Czyli, on chce mnie zabić? Ale dlaczego? Do pokoju wszedł Zayn. Położył się koło mnie i przykrył się kołdrą. Było cicho i ciemno. Bałam się, ze znowu pojawi się jakiś duch. Spojrzałam na bok. Nie wiele myśląc przytuliłam się do niego. Przy nim czułam się bezpiecznie. Poczułam, że był zdziwiony moim postępem, ale objął mnie ramieniem.
- Boję się. – powiedziałam i znów poleciała łza. Zayn szybko ją wytarł.
- Nie masz czego. Jestem przy tobie. – szepnął mi na ucho.
- Wiem, bo już się nie boję. – położyłam głowę na jego torsie. Objął mnie jeszcze mocniej. W końcu zasnęłam, w jego objęciach.

Wszystko mnie bolało, a przede wszystkim moje ręce i bogi. Koło mnie nie było już Zayna. Postanowiłam się ogarnąć i coś zjeść. Wstałam z łóżka, lecz zaraz upadłam. Miałam całe okaleczone i spuchnięte nogi jak i ręce. Mój upadek był głośny, bo po chwili w moim pokoju pojawiła się reszta. Wszyscy popatrzyli się na mnie zszokowani.
- Co ci się stało? – powiedziała z trudem Kate.
- Rozbił mi się kubek. – wzruszyłam ramionami.
- Kate, pomórz jej się ubrać i jedziemy na pogotowie. Pewnie ma jakieś kawałki w skórze. – wszyscy wyszli z pokoju. Moja przyjaciółka pomogła mi się ubrać. Gdy skończyła zawołała chłopaków. Zayn wziął mnie na ręce, zaniósł do samochodu i usiadł obok mnie. Kierowcą był Lous. Jechał szybko, a mi zachciało się spać. Zayn klepał mnie lekko po poliku, abym nie zasypiała. Gdy już dojechaliśmy na miejsce, chłopacy znaleźli szybko lekarza.
*Zayn*
Bałem się o Nadie. Lekarze zabrali ją na operacje, ponieważ musieli wszystkie kawałki szkła wyciągnąć. Cieszyłem się, że nie jest to nic poważnego. Wszyscy się o nią martwiliśmy. Może i nie była miła, ale każdy się jakoś do niej przywiązał. Po około dwóch godzinach siedzenia drzwi się otworzyły z których wyszedł lekarz. Wstaliśmy jak na komendę.
- Pańska dziewczyna jest w dobrym stanie. Oczyściliśmy jej łydkę jak i rękę. Założyliśmy jeszcze kilka szwów, aby się goiło. Dziewczyna zostanie na noc w szpitalu, a już jutro będzie mogła wyjść. Napisze tylko jeszcze maść jaką macie państwo zakupić na rany, dobrze?
- Tak oczywiście, a możemy wejść do pokoju? – miałem ogromną chęć zobaczenia jej.
- Tak, ale nie za długo, bo dziewczyna musi odpocząć. – podziękowaliśmy mężczyźnie i poszliśmy do pokoju Nadii. Dziewczyna spała na szpitalnym łóżku. Wyglądała wtedy tak niewinnie. Usiadłem obok jej łóżka a wszyscy gdzieś po bokach. Nikt się nie odzywał, aby nie obudzić śpiącej dziewczyny.
- Idzie ktoś ze mną do restauracji tu na dole? – szepnął Niall.
- W sumie to zgłodniałam. – powiedziała Kate i wyszli wszyscy oprócz mnie.
- Wziąć Ci coś? – zapytał się Liam. Zawsze myśli o wszystkim.
- Nie dzięki, nie jestem głodny. – kiwnął głową i już go nie było. Spojrzałem na Nadie, która lekko uśmiechała się przez sen. Był to miły widok. Złapałem kruchą i ciepłą dłoń dziewczyny. Jej palce drgnęły na mój dotyk. Chciałem coś do niej powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Otwierałem i zamykałem usta cały czas. Odwróciłem się w stronę okna. Niebo pokrywały chmury, przez co słońce próbowało się przebić.
- Zayn…
-------------------------

Hej :* Wiem, że jest beznadziejny ale nie mam czasu, aby wymyślić coś nowego. No trudno :/ Jak dobrze pójdzie to w sobotę dodam nowy rozdział, ale nic nie obiecuję!

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 7


Po tygodniu tych męczarni mogłam w końcu wyjść z łóżka i co najważniejsze normalnie mówić, a nie pisać na kartkach. Rano obudziłam się z dobrym humorem. Przebrałam się w normalne ciuchy, czyli niebieskie rurki i biała luźna bluzka z napisem „Love”. Włosy związałam, bo miałam busz na głowie. W podskokach poszłam do kuchni gdzie znajdowali się wszyscy. Rodziców dalej nie było i nie będzie przez najbliższe dwa tygodnie. Bez żadnego słowa usiadłam przy  stole i wzięłam naleśnika. Każdy patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Olałam to i jadłam dalej, ponieważ byłam bardzo głodna. Jadłam tak drugiego, trzeciego, czwartego…
- Co się tak na mnie gapicie?! – nie wytrzymałam i krzyknęłam. To było mi potrzebne. Zrobili jeszcze większe o czy, ale to chyba dlatego, że w końcu przemówiłam. Jak to brzmi.
- Tak, w ogóle to Hej. – powiedziała Kate.
- Taa, Hej, Hej – nie przejęłam się tym i dalej jadłam naleśniki. Najwyżej będę gruba, ale tym będę przejmować się później.
- Nie wiedziałem, że ktoś je więcej niż Niall. – powiedział Louis. Popatrzyłam się na niego pytającą miną. – zawsze to Niall jadł najwięcej i zawsze jest głodny. A dziś ty zjadłaś więcej od niego. – wytłumaczył. Wzruszyłam ramionami i wstałam od stołu. Pozbierałam naczynia i zaczęłam myć.
- Pomóc Ci w czymś? – rozpoznałam ten głos. Był to oczywiście Malik. Przez tą chorobę nie rozmawialiśmy dużo, ale troszczył się o mnie. Polubiłam go, ale tylko trochę.
- Jak chcesz to możesz wycierać. – nie spojrzałam na niego. Nie chciałam.
- Posłuchaj… - przewał ciszę która panowała w tym pomieszczeniu. – musisz wiedzieć, że coś do Ciebie czuję. Nie chcę abyś mnie omijała… Umówiszsięzemnąnarandkę? – ostatnie zdanie powiedział tak szybko, że nie zrozumiałam na początku. Kilka razy powtarzałam to sobie i w końcu zrozumiałam o co się mnie zapytał. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaprzestałam moją czynność, czym było zmywanie naczyń. Spojrzałam na Zayna. W jego oczach krył się strach, w moich pewnie także. Nigdy nie byłam na randce, ani nie miałam chłopaka, a jego pocałunek był moim pierwszym. Nie wierze w miłość, zauroczenie i te sprawy. Jedynie kogo kocham to konie. One są wierne. Nie tak jak słyszałam historie Kate na ten temat. Ona jest całkiem inna ode mnie. Nie boi się miłości. Ona w porównaniu do mnie miała kilku chłopaków. Razem z Julią, moją przyjaciółką przysięgłyśmy, że nie będziemy marnować na to czasu. Potem byśmy tylko się żaliły jaki to świat i życie jest głupie. A ja nie chce przez to przechodzić.
- Emm… a może być to zwykłe spotkanie? – zauważyłam w jego oczach smutek. Też tak się poczułam. – Zayn… możemy się przejść? – nie wiem co mi się stało, ale miałam ochotę komuś się w końcu wygadać. Nawet Kate o tym nie powiedziałam.
- Jasne, to chodź. – rozweselił się od razu. Ucieszył mnie ten fakt. Czyżbym się zmieniła? Jestem teraz dla niego miła, co wcześniej było nie do pomyślenia. No ale przecież człowiek się zmienia. Raz na gorsze, a raz na lepsze. Zayn ubrał swoje adidasy, a ja czerwone converse.
- Ja z Zaynem id ę się przejść! – krzyknęłam tamtym co byli w domu ,a by się nie martwili. Nie czekałam na odpowiedź i od razu wyszłam. Szliśmy przed siebie w ciszy. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Usiedliśmy na ławce w parku i podziwiałam widok, tylko, aby nie spojrzeć na Malika.
- Po co chciałaś się przejść? – wyrwał mnie głos chłopaka.
- Chciałam Ci coś powiedzieć. – powiedziałam cicho, ale chyba usłyszał.
- W takim razie słucham. – uśmiechną się do mnie zachęcająco. Westchnęłam cicho i zamknęłam oczy.
- Chodzi o to, że ja… niebyłamnigdynarandceniemiałamchłopakaitypocałowałeśmniepierwszyraz. – wyrzuciłam z siebie. Mulat cicho się zaśmiał.
- Możesz powtórzyć, ale dużo wolniej? Spokojnie, ja cię nie zjem. – spojrzałam w jego oczy i momentalnie odpłynęłam. Szturchną mnie lekko. Pewnie się skapną, że patrzę się na niego.
- Zaprosiłeś mnie na rankę, ale ja nigdy na niej nie byłam. Wyznałeś mi miłość, a ja nigdy nie miałam chłopaka. Nigdy się nie całowałam, ty byłeś w tedy pierwszym który to uczynił. Zayn, ja nie wiem co to miłość, nie wierzę w ogóle w to. Nie chce być zraniona, porzucona. A to jest właśnie miłość. Kiedyś miałam przyjaciółkę, Julię z którą przysięgłam, że nie będziemy marnować na to życia. Tylko, że ona umarła. Poszłam w jedno miejsce, aby się wypłakać. To właśnie tam poznałam Kate. Ale ją traktuję jak przyjaciółkę, a Julia była jak dla mnie siostra. Wiedziałyśmy o sobie wszystko. To była jedyna osoba, którą kochałam. I oczywiście konie. Nawet moi rodzice nie wiedzieli tyle ile ona. – Zayn cały czas patrzył na mnie z troską. Po moim policzku poleciała łza, ale on starł ją kciukiem.
- Teraz wiem, że boisz się tego uczucia, miłości. Wiedz, że ja Cię kocham i będę czekać tyle aż się przełamiesz. – uśmiechnął się lekko. Był trochę smutny. Przytulił mnie do siebie mocno. Jego perfumy idealnie do niego pasowały. Zamknęłam oczy, aby zapamiętać ten zapach na dłużej. Niespodziewanie lekko mnie od siebie odsunął.
- Mogę coś zrobić? – zapytał się niepewnie. Pokiwałam lekko twierdząco głową. Znów popatrzyłam się na niego i zauważyłam co zamierza zrobić. Już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na moich. Teraz był to spokojny pocałunek, nie tak jak wcześniej. Wiedziałam, że zależy mu na mnie, kocha i będzie czekać. Wszystko to pokazał właśnie teraz. W tym pocałunku. Nie pewnie rozchyliłam lekko wargę. Wykorzystał to i nasze języki stoczyły przyjemny taniec. Poczułam tysiące motylów w brzuchu. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłam w nich niepewność na początku, a potem zmieniło się to na radość. Uśmiechnęłam, się do niego. Wstałam z ławki i zaczęłam od niego uciekać. Biegłam przez cały park, nie zważając na ludzi. Nie byłam taka dobra w bieganiu, a on był szybki. Dlatego też mój bieg nie trwał zbyt długo, bo już po chwili mnie złapał. Okręcił mnie i postawił na ziemi. Obydwoje byliśmy weseli i uśmiechnięci od ucha do ucha.
- Spotkanie przyjacielskie jest dalej aktualne? – spytał z uśmiechem.
- Oczywiście. – pierwszy raz byłam szczęśliwa. Ktoś mnie kocha i jest przy mnie. W drodze powrotnej dużo rozmawialiśmy na różnie tematy.
- Wróciliśmy! – krzyknęłam gdy przekroczyliśmy próg domu.
- Gdzie wy tyle byliście? – pytali się.
- Na spacerze w parku. -  odpowiedziałam i spoglądnęłam na Zayna. Uśmiechnął się szeroko, a ja to odwzajemniłam. Poszłam na górę, nieco się ogarnąć. Gdy już byłam gotowa (czyt. Wyglądałam jak człowiek) zeszłam do wszystkich.
- Co robimy? – zapytałam się.
- Może oglądamy film? – zaproponował Harry.
- Nieee, może coś innego?
- Zagrajmy w butelkę. – wyszczerzył się Louis.
- Możemy. – nie lubiłam za bardzo tej gry, ale niech im będzie.  Poszłam po jakąś butelkę, a gdy już przyszłam wszyscy siedzieli w kółku. No po prostu jak dzieci z przedszkola. Położyłam butelkę na środku koła, a sama usiadłam pomiędzy Niallem a Zaynem. Kłócili kto ma jako pierwszy zakręcić. Ja jako, że nie chciałam słuchać ich kłótni sama zakręciłam. Wypadło na Harrego.
- Harry, kręcisz! – krzyknęłam.
- Dlaczego?! – krzyknął oburzony Louis.
- Bo na niego padło. -  pokazałam ręką na butelkę. Niechętnie, ale się zgodził. Butelka wskazywała na wszystkich oprócz mnie.
- Wspominałam, że nie lubię tej gry? – mówiłam tak jak by sama do siebie.
- Nie, a dlaczego nie lubisz? – zapytał się mnie Zayn. W tym samym momencie Kate kręciła butelką. Oczywiście nie wskazała na mnie tylko na Nialla.
- Właśnie dlatego. –
- Czasem tak się zdarza. – wzruszył ramionami.
- Tylko, że ja mam tak cały czas. Nie czasami, jak mówisz.  – uśmiechnęłam się do niego zadziornie(o ile mi to wyszło).
- No to masz pecha. – zaśmiał się.
- Taaa… Ja nie gram! – oburzyłam, gdyż znowu mnie nie wylosowało.   
- Dlaczego? – zapytali się wszyscy na raz. Zayn uśmiechną się, a ja tylko spojrzałam na butelkę.
- Powiedzcie mi. Co jest z tą butelką, że ani razu mnie nie wylosowała. – popatrzyłam się na n ich dziwnym wzrokiem. Grali i nawet się nie skapnęli? Jednak to są idioci, a myślałam, że nie są aż taci źli.
- Może poróbmy coś innego, bo mnie też to już nudzi. – odpowiedział Zayn.
- W takim razie co robimy? -  zapytała się Kate.
- Ja bym poszłabym spać. – powiedziałam.
- Dziewczyno, jest 21, ale jak chcesz to idź. – powiedział mi Liam. Jestem tak zmęczona, chociaż nie wiem czym.
- Trudno, idę się wykąpać, a potem spać. – wstałam z kanapy i poszłam na górę. Z pokoju wzięłam piżamkę ze smerfami i poszłam do łazienki. Szybko się wykąpałam, umyłam zęby i położyłam się. Przed zaśnięciem zaczęłam rozmyślać kilka spraw. Pierwsza, to na pewno zyskałam przyjaciela. Wyznał on mi także miłość, ale ja się boję. Boję się miłości. Coraz mniej czasu spędzam z Kate. Ona woli teraz Harolda. Gdybym nie poznała Juli, nie znała bym Kate. Z kolei gdybym jej nie znała, nie poznała bym tej bandy inteligentów. Wszystko się wiąże w całość. Jedno musi się skończyć, by zaczęło się coś nowego. Przez okno wpadały promienie księżyca. Oświetlały cały pokój gdy nagle zobaczyłam jakiś cień. Byłam tak zamyślona, że nie usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Odwróciłam się do tej osoby, która okazała się być Zaynem. Popatrzyłam się na niego pytającym wzrokiem.
- Pukałem ale nie odpowiadałaś. Więc postanowiłem wejść.- tłumaczył się. Uśmiałam się, bo było to zabawne. Malik mi się tłumaczy z tego, dlaczego wszedł do mojego pokoju.
- Dobra, nie tłumacz się aż tak. Zamyśliłam się i nie słyszałam jak pukasz. -  walnęłam go lekko w ramię.
-O czym myślałaś? – popatrzyłam się w jego oczy. I znów. Utonęłam w jego tęczówkach, koloru czekolady. Nie mogłam oderwać od nich oczu. Wpatrywaliśmy się w siebie przez pewien czas. Niespodziewanie poczułam jego wargi na moich. To już drugi raz w tym dniu, a ja czuję się jak w niebie. Wspomnienia z dzisiejszego dnia wróciły szybko. Motylki w brzuchu dały o sobie znać. Uśmiechnęłam się przez pocałunek. On najwyraźniej to poczuł bo zrobił to samo co ja. Nie mając co zrobić z rękami, zatopiłam je w perfekcyjnej fryzurze Zayna. On z kolei położył je na moich biodrach. Nasze pocałunki nie były dzikie, zachłanne. Raczej spokojne, i oddawały to co chcielibyśmy tej osobie powiedzieć, ale nie umieliśmy. Gdy już się od siebie oderwaliśmy znów patrzyliśmy sobie wzroki. Każdy miał nie równy oddech. 
- Kocham Cię i będę czekał na Ciebie. – wyszeptał. Zarumieniłam się, ale było ciemno i tego nie zobaczył.
- Nie wiem co dokładnie do Ciebie czuję. Ale z każdym dniem te uczucie staje się większe. Nie traktuję Cię jak przyjaciela, kolegę. Chyba Ciebie Kocham, ale nie wiem. I boję się miłości, boję się komuś tak zaufać. – też mówiłam szeptem. Bałam się, że mnie odrzuci teraz, że stracę przyjaciela. A może nawet kogoś więcej?
-  Poczekam, ile będę musiał. Zapamiętaj to sobie. Śpij spokojnie i kolorowych snów – pocałował mnie w czoło i wstał.
- Dobranoc. – powiedziałam gdy był przy drzwiach. Zamknął drzwi, a ja nie mogłam zasnąć. Tyle się dziś wydarzyło. Dużo jeszcze rozmyślałam, o wszystkich sprawach. W końcu sen mnie dopadł i zasnęłam z uśmiechem na twarzy.  

------------------------------
Hej ;* co myście o rozdziale? W głowie wydawał się f]ciekawszy, ale cóż. Jak przeczytałeś to skomenuj. Proszę. To do następnego!

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 6


 Z pięknego snu wyrwał mnie krzyk dochodzący z dołu. Wszystko mnie bolało i czułam, że mam gorączkę. Super! Nie chcąc schodzić na dół do reszty leżałam w łóżku. Po chwili do pokoju wbiegła Kate.
- Ratuj! – zaczęła krzyczeć. Głowa pękał mi od tych wrzasków. Nakryłam do głowę kołdrę. – Ej, foch! – ściągnęła ze mnie kołdrę i automatycznie zrobiła wielkie oczy.
- Wiem, że nie wyglądam świetnie rano, ale żeby aż tak? – zapytałam się jej. Ta nic nie odpowiedziała tylko przyłożyła rękę do mojego czoła.
-Chora jesteś. – zbiegła na dół. Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale już zaraz w moim pokoju byli wszyscy.
- Marnie wyglądasz.- powiedział Liam.
- Zgadzam się z nim. – poparł go Niall.
- Zaopiekujemy się tobą. – powiedział wesoło Louis. Jeszcze ich będzie brakować. Świetnie.
- Skaczę ze szczęścia. – czujecie ten sarkam?
- Dlaczego nas nie lubisz? – spytał się mnie zasmucony blondynek.
- Nie lubię waszych piosenek, a wasza inteligencja mnie powala. – zakryłam się kołdrą i przez chwilę miałam spokój.
- Zrobiłam Ci jakiś napój na zbicie temperatury. Jak to wypijesz to jedziemy do lekarza. – ściągnęła ze mnie kołdrę.
- Po pierwsze: nie wypije tego świństwa, a po drugie: nigdzie nie jadę. - 
- Po pierwsze: wypijesz to świństwo, ponieważ pomoże Ci, a po drugie: pojedziesz do lekarza chcesz czy nie chcesz. – mówił Zayn. Spojrzałam na niego jak na idiote ( w końcu nim był tak?).
- Nie i nie będziesz mi rozkazywać. – wysyczałam w jego stronę. Miałam już go serdecznie dość.
- Dobra. Nie to nie. Tylko wiedz, że będziesz leżeć w szpitalu a nie w swoim łóżku. – nigdy nie lubiłam szpitali, bałam się ich. Tam jest nie dobre jedzenie i pielęgniarki ze strzykawkami. Płaczące dzieci. Bez słowa wzięłam kubek z mojego stolika. Wzięłam jeden łuk i się skrzywiłam. Jezu, jakie to jest nie dobre.
- O, widzę że jednak zmieniłaś zdanie? – nic nie odpowiedziałam tylko piłam te obrzydlistwo jak najszybciej.  Gdy już wypiłam wzięłam pierwsze lepsze ubrania z szafy. Były to zwykłe jeansy, bluzka napisem „cool” i czarny sweterek jak by było mi zimno. Założyłam jeszcze trampki i byłam gotowa do wyjścia. W między czasie umyłam się.
- Już jestem gotowa, to możemy już jechać! – krzyknęłam tak aby mnie wszyscy usłyszeli. Co nie było dobrym pomysłem, ponieważ gardło mnie bolało, a przez ten krzyk to jeszcze mocniej zaczęło. Złapałam się za bolące miejsce jak by miało mi to pomóc. W drodze do lekarza nic się nie odzywałam. Dlaczego? Tak mocno bolało mnie gardło. Pytali się mnie o różne rzeczy ale ja kiwałam głową, albo nic nie robiłam. Oczywiście nie wiedzieli o co chodzi, więc zadawali jeszcze więcej pytań. Tak mnie wkurzyli, że krzyknęłam dość mocno. Niestety to spowodowało jeszcze coś.
- Nie musisz krzyczeć. Chcieliśmy, żebyś tylko odpowiedziała. – tłumaczył się Harry. Chciałam coś powiedzieć lecz… straciłam głos! Przez tą bandę! No po prostu świetnie. Nie znalazłam w samochodzie kartki, dlatego też postanowiłam pisać w komórce notatki. Napisałam to co chciałam powiedzieć  i dałam go Harremu. Pierw nie wiedział o co chodzi ale na migi (jakoś) pokazałam jemu aby to przeczytał.
„ Przez was straciłam głos! I jak się chyba domyślasz nie mogę mówić. Wielkie dzięki”
- Nie kazaliśmy Ci biegać wczoraj po deszczu. – powiedział po przeczytaniu wiadomości Louis.
„ Nie ale dziś zadawaliście tyle pytań, ze mnie wkurzyliście. To się wydarłam.”
- Mogłaś nas poinformować. Nie krzyczeć. – Liam zawsze mądry.
„Taaa, tylko, że ja pierw robię a potem myślę.”
- To to już nie jest nasza wina. – wyszczerzył się Harry. Miałam ochotę walnąć te jego ządki, które aktualnie suszy. Powstrzymał mnie głos Louisa.
- Już jesteśmy, wysiadać. – wszyscy posłusznie wyszli. Parę razy zostałam w tyle i chciałam się wycofać. Prawie mi się to udało. Lecz musiał mnie zobaczyć Malik, który wziął mnie przez ramię. Ja go udyszę, zabiję, poćwiartkuję i nie wiem jeszcze co zrobię bo mam go dość! Niestety nie mogłam zacząć krzyczeć. On zadowolony z tej sytuacji uśmiechnął się zadziornie. Wniósł mnie do gabinetu. Ludzie po drodze dziwnie na nas patrzyli. Tak samo lekarz.
- Dzień Dobry, ale proszę wyjść z gabinetu. Zostaje tylko pacjent. – powiedział lekarz. moja pierwsza myśl: „Dziwny on jest”.
- Wyszlibyśmy, tylko że ona – Liam wskazał na mnie. – jest chora i straciła głos, więc nie może nic panu powiedzieć.
- W takim razie niech zostanie ta oto pani – pokazał ręką na Kate. Wszyscy wyszli z pokoju i zostałyśmy tylko my. Musze się przyznać, że trochę się bałam. Rzadko jestem chora, a jak tak to mocno. Szybko mnie przepadał jakoś się porozumieliśmy i wszyłam cała.
- I co? – odraz po wyjściu dopadł mnie Zayn. Pokazałam jemu receptę, która była cała zapełniona (napisana grobnym maczkiem). Przytulił mnie na pocieszenie.
- Nadia nie będzie mogła mówić przez jakiś tydzień i musi brać te lekarstwa. – mówiła Kate. – Będziemy się Tobą opiekować. – uśmiechnęła się do mnie i przytuliła. Czekaj! Będziemy? Czy to znaczy, że ta będę musiała z nimi przebywać? W tym momencie troszkę żałowałam, że na nich nakrzyczałam, bo teraz nie mogę w ogóle mówić! Musze pisać jakieś zasrane notatki. Jako że nie chce mi się dużo pisać to piszę wszystko w skrócie.
Odwieźli mnie do domu i zostawili z Kate. Powiedzieli, że zaraz przyjadą tylko spakują parę ubrań. Będę musiał znosić ich towarzystwo 24 h! Nie wytrzymam tego. Kate też poszła na chwile po ubrania. Zostałam w końcu sama. Cisza, odpoczynek. Rodziców długo jeszcze nie będzie, więc nie muszą o tym nic wiedzieć. Nie rozumiałam tylko jednej rzeczy. Po co oni zostają u mnie na noc? To że jestem chora nie oznacza, że muszą się mną opiekować cały dzień. Nie jestem przecież jakimś dzieckiem co sobie nie poradzi. Jako, ze nie mogę mówić nawet nie pytali się mnie o zdanie.
Miałam straszną ochotę na lody. Tak, wiem. Jestem chora, ale tylko troszeczkę. W końcu jeszcze całe szczęście nikogo nie ma więc mogę sobie na takie coś pozwolić. Wyjęłam z zamrażalnika opakowanie lodów czekoladowych. Z szuflady wyjęłam łyżeczkę. Poszłam na kanapę i włączyłam jakiś film. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chciałam ich otwierać więc dalej siedziałam na tej kanapie z lodami. Zjadłam prawie cale pudełko. A miało być tylko trochę… no trudno. Człowiek za drzwiami zrozumiał, że nie otworzę jemu drzwi. Dalej zajęłam się oglądaniem filmu gdy nagle usłyszałam.
- Dziewczyno, czy Ciebie już do końca pojebało!?  - wykrzyknęła Kate. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyła także chłopaków. Kręcili głowami, chyba z mojej głupoty. Jak ja bym tak kręciła z ich głupoty to by mi chyba głowa odpadła. Wzruszyłam tylko ramionami i chciałam dokończyłam moje lody. Już miałam je zjeść gdy mi je wyrwano!
- Evhscebiv. – powiedziałam chyba coś w tym stylu. Chciałam powiedzieć „Ej! Co ty robisz?” ale mi nie wyszło. Wszyscy się zaśmiali. Za ten czas wyjęłam komórkę i napisał to co chciałam teraz powiedzieć. Podałam urządzenie Kate, a ona przeczytała to głośno.
- Jedzenie lodów gdy jest się chorym to nie najlepszy pomysł. – pouczył mnie Liam. Czy on zawsze jest taki mądry? Czujecie ten sarkazm?
„ wiem ale miałam taką ochotę! Miało być tylko troszkę, ale jakoś tak się stało, że zjadłam troszkę więcej niż powinnam.”
- Ty wiesz, że nie powinnaś jeść w ogóle lodów? – znów Liam.
„ A co ty jesteś lekarzem czy co?”
- Nadia, chodź na górę położysz się i weźmiesz leki. – do rozmowy włączył się Zayn. było mi trochę zimno, wiec bez żadnych sprzeciwów poszłam na górę. Pewnie się zdziwili, że się ich posłuchałam. Niech tak myślą, będzie śmiesznie.  Ubrałam piżamkę i wskoczyłam pod ciepłą pierzynkę. Na stolik koło łóżka położyłam na wszelki wypadek kartki i długopis. Już po chwili w pokoju pojawiła się Kate z lekami. Wystraszyłam się ich ilością. Widząc moje oczy zaśmiała się cicho.
- Jak chcesz wyzdrowieć i odzyskać glos to niestety, ale musisz to wszystko łykać. – podała mi szklankę i po kolei dawała mi tabletki. To był dopiero pierwszy dzień brania tego wszystkiego, a ja już mam dość! Kate wyszła z pokoju i powiedziała abym się trochę przespała. Leżałam na tym łóżku i słuchałam jak na dole się śmieją. Zrobiło się mi trochę smutno. Może nie są aż tak bardzo źli? Byłam nie miła, chamska i w ogóle, a oni będą tutaj i będą się mną opiekować. Nie chciałam się tym zamartwiać więc założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Zawsze pozwalał mi się odprężyć, przemyśleć gdy nie mogłam pójść do koni, na trybuny. Niektóre piosenki idealnie opisywały tą sytuacje, a mi się w tedy chciało płakać.
W końcu postanowiłam. Nie chciałam tutaj siedzieć sama i się nudzić, gdy na dole dobrze się bawili. Ubrałam się cieplej i powoli zeszłam na dół. Oglądali jakąś komedie, bardzo się przy tym śmiejąc. Chyba zapomnieli nawet o mnie, bo od przyjazdu minęło dużo czasu. Znów zrobiło mi się smutno. Czułam się taka porzucona, nie chciana. Już bym wolała być sama w domu. Poszłam do kuchni w celu zrobienia gorącej herbaty. Gdy już się woda zagotowała szybko wyłączyłam gaz, aby nie dać znaku, że tu jestem. Wlałam wodę do kubka i poszłam na górę. Nie lubię herbaty z cukrem ani z cytryną. Wole zwykłą. Czuć w tedy jej prawdziwy smak. Minęła kolejna godzina,  nikt się mną nie zainteresował. Jak mnie nie lubią to po co tu są? Odłożyłam kubek z herbatą, wzięłam do ręki kartę i długopis. Napisałam na nim to co chciałam im powiedzieć i zeszłam na dół. Specjalnie walnęłam się w komodę. Troszkę zabolało, ale to nic. Wszystkie paty oczu zwróciły się na mnie. Już chcieli coś powiedzieć ale pokazałam gestem ręki, aby ucichli.
„Po co tu jesteście skoro się mną nie interesujecie?”
- Dlaczego tak uważasz? – zapytał się mnie Niall. Znów nabazgrałam coś na kartce i pokazałam.
„ Minęło trochę czasu i nikt nie przyszedł zobaczyć jak się czuję. Wiem, że to głupie, ale jak chcecie to nie siedźcie tu na siłę. Wolę być sama niż mieć uczucie, że się mną nie interesujecie. Nawet zrobiłam sobie herbatę, ale byliście zbyt zajęci sobą aby to zobaczyć”
Niw wiedzieli co mają powiedzieć. Nie wytrzymałam i łza popłynęła po moim policzku. Pierwszy raz pokazuję, że jestem słaba w ich towarzystwie. Rozpłakałam się, a po moim policzku teraz leciały słone łzy. Nie mogąc na to patrzeć pobiegłam na górę. Zamknęłam się w swoim pokoju. Krzyczeli abym otworzyła te drzwi. Lecz ja ich nie słuchałam. Gdy już się uspokoiło i poszli spać otworzyłam po cichu drzwi. Doniosłam kubek z herbatą. Nie chciałam aby ktoś mnie zobaczył. Szybko, lecz cicho poszłam do swojego pokoju. Nikt mnie nie zobaczył. Całe szczęście. Nie umiała bym na nich spojrzeć. Nie wiem co sobie teraz o mnie myślą. Za dużo ostatnio myślę. Zdjęłam z siebie nie potrzebne ubrania zostają tylko w piżamie. Położyłam się na łóżku i już po chwili zasnęłam.
---------------------------

Hej! Hi! Hey! Hello! Nie wiem co o tym sądzić, zostawiam waszym opiniom. Jutro walentynki! Nie wiem jak wy ale ja nie lubię tego dnia o_O. Długo nie dodawał, bo nie miałam czasu. urodziny przyjaciółki, musiałam sobie kupić sukienkę grrrr... potem powrót do szkoły... no i widzicie. Nie bójcie się będę dodawać rozdziały ale może raz na tydzień. będę próbować częściej jak mi się uda, ponieważ nie mam teraz w ogóle czasu, a każdą wolną chwile właśnie pisze. Jak koś przeczyta ten rozdział to niech skomentuje, proszę. chciałabym wiedzieć co myślicie o moim blogu. trochę się rozpisałam... to trudno. Do następnego!
P.S jak chcecie porozmawiać lub być powiadamianym o nowym rozdziale to napisz mi na gg 28179957 ;) Z chęcią porozmawiam :D