czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 5


Już jak się obudziłam wspomnienia wróciły. Leniwie wstałam z łóżka. Miałam doła. W domu jak zwykle nikogo nie było. Kate pewnie jest zajęta, albo jeszcze śpi, w końcu była 7:13. Włączyłam telewizor i oglądałam jakieś głupie seriale. Dlaczego w telewizji życie wygląda idealnie, a w realu jest całkiem inaczej? Wzięłam wielkie pudełko lodów czekoladowych. One zawsze pomagają. Siedziałam tak dopóki ktoś nie zadzwonił do drzwi. Nie chciało mi się specjalnie wstawać, więc olałam to. Nie było mi to dane, bo osoba za drzwiami dawała o sobie cały czas znać, że nawet nie słyszałam telewizora i nie dowiedziałam się czy Marika będzie z Joshem! Wściekła poszłam otworzyć temu komuś drzwi. Jak okaże się, że to listonosz to po prostu nie wiem co mu zobię! Otworzyłam drzwi a przede mną nie stał listonosz tylko wesoła, z wielkim uśmiechem na twarzy, Kate.
- Przez Ciebie nie wiem czy Marika i Josh są razem! – wydarłam się na nią. Spojrzała na mnie dziwnie.
- Cześć! Miło cię widzieć. Choć zabieram Cię, bo nie będziesz siedzieć przed telewizorem cały dzień.
- Nigdzie nie idę, nie mam ochoty. – rzuciłam się na  łóżko powracając do oglądania. Kątem oka zobaczyłam, że Kate coś pisze na telefonie. Nie interesowało mnie to, bo w końcu musiałam zobaczyć czy są razem no nie?
Skończyłam jeść lody i położyłam je na stół bo nie chciało mi się wstawać i iść do kuchni. Nagle rozbrzmiał dzwonek.
- Kate, otwierasz – przyjaciółka tylko westchnęła. Wstał z kanapy i otworzyła drzwi.
- Nadia mamy gości! – krzyknęła z korytarza.
- Fajnie, ale wyrzuć ich bo nie chce mi się wstawać z kanapy! – odkrzyknęłam jej. Usłyszałam jakieś śmiechy i po chwili w salonie weszło 1d.
- Hej! – przywitali się krzycząc zgodnie. Ciekawa jestem ile to ćwiczyli. Do pokoju weszła Kate. Była uśmiechnięta, czyli to jej sprawka.
- Kate, co robi u mnie w domu ta banda? – zapytałam się ze spokojem.
- No nie chciałaś nigdzie wychodzić to zaprosiłam ich do Ciebie. – mówiła jak niby nic. Malik przez cały czas  dziwnie się na mnie patrzy przez co mam ochotę się na niego wydrzeć. Olałam ich i powróciłam do oglądania jakże ciekawego serialu. Gdy się skończył jęknęłam cicho, w takim momencie musiał się akurat skończyć?
- To co robimy? – zapytał się Louis.
- Nie wiem. – powiedziałam wstając z kanapy. Wzrok wszystkich utkwiony był we mnie.
- Gdzie idziesz? –zapytała się minie Kate.
- Do pokoju.
- Dlaczego? – zapytali teraz wszyscy jednocześnie.
- Bo nie mam zamiaru siedzieć z bandą dziwaków. – wiem że zrobiło im się smutno, ale mnie to nie obchodziło. Weszłam do pokoju rzucając się na łóżko. Chcąc się odizolować od świata wzięłam słuchawki i podłączyłam do komórki. Włączyłam Linkin Park – New Divide. Strasznie lubię ten zespół mają ciekawe piosenki które sami piszą i komponują, a nie jakieś One Direction. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Ściągnęłam słuchawki  i odwróciłam do tej osoby. Był to Malik ( wow, zapamiętałam jego nazwisko, a to nazywa się cud), włosy jak zwykle perfekcyjnie ułożone. Przygryzł lekko wargę przez co wyglądał  strasznie seksowanie. Boże o czym ja myślę! Ja się nie mogę zakochać!
- Chciałem porozmawiać. – mówił cicho. Rozglądał się po całym moim pokoju.
- A ja chciałam posłuchać muzyki. – uśmiechnął się lekko, chyba z mojego tekstu.
- Może zapomnimy o tym co się stało wczoraj? -  myślałam, że się przesłyszałam.
- Słucham? – pytałam niedowierzanie.
- No, może zapomnimy… -
- Wiem co powiedziałeś! – krzyknęłam. Nie chciałam jego słuchać ani siedzieć tu teraz z nim. Wybiegłam z pokoju nie reagując na krzyki Zayna. Co on sobie myślał? Pierw mówi, że się we mnie zakochał, całuje mnie, a na następny dzień ze spokojem  mówi żebyśmy o tym zapomnieli. A co najgorsze w tym wszystkim jest to, że się chyba w nim zakochałam. Nie wiem czy takie uczucie towarzyszy przy miłości, ale nigdy takiego nie odczułam. Szłam przed siebie w jakiejś bluzce i spodniach dresowych. Było mi zimno a na dodatek zaczął padać deszcz. No po prostu świetnie. Moje nogi same zaprowadziły mnie do stajni. Było tam trochę cieplej. Weszłam do boksu Lucyfera. Akurat sobie leżał. Gdy zobaczył mnie podniósł głowę. Położyłam się obok niego i wtuliłam się w jego szyję. Ciepło bijące od niego ocieplało mnie.
- Może pojeździmy w deszczu? – mówiłam do konia. Większość ludzi powiedziało by, że jestem dziwna mówiąc do zwierzęcia. One też mają uczucia. Może nie rozumieją tego co do nich mówimy ale ton głosu uświadamia je. Konie są mądre, swoim zachowaniem przypominają mi człowieka, potrafią odpowiedzieć na twoje pytanie. Jak? Pewnie większość się tak zapyta. Ja w tedy odpowiadam zachowaniem. Przytuli się do ciebie, pokiwa głową. Prawie jak małe dzieci, z tym że konie nie płaczą. Człowiek gdy jest w obym kraju i nie zna języka, którym posługują się mieszkańcy może się domyślić. Ale skończmy teraz moje jakże ciekawe myśli i powróćmy do rzeczywistości. Strasznie lubiłam jeździć w deszczu. Założyłam Lucyferowi tyko ogłowie bo postanowiłam pojeździć na oklep. Wyprowadziłam go z boksu i wyszłam przed stajnie. Ze schodków weszłam na Lucyfera. A tak w ogóle to jest on wysoki, ma długie nogi do skoków, jest kary (czarny) i ma czarny charakterek jak to powiedziała właścicielka, dlatego Lucyfer, taki mały diabełek. A tak naprawdę to jest bardzo miłym, fajnym koniem. Wjechałam na polanę. Galopowałam, wiatr rozwiewał moje włosy a deszcz spadał ma mnie. Uwielbiam to uczucie, kochałam. Wszędzie cicho, tylko oddech konia, trawa falująca i odgłos zlatujących z nieba kropel wody. Powoli się ściemniało, a ja dalej byłam na Lucyferze. Dalej padał deszcz. Mam tylko nadzieję, że nie zachoruje on, bo ja na pewno. Z tą obawą powróciłam do stajni. Odprowadziłam go do boksu, zdjęłam ogłowie. Przytuliłam się do niego w celu pożegnania się. Dałam jeszcze marchewkę i powoli wracałam do domu. Byłam cała przemoczona, na mojej skrze pojawiała się tak zwana gęsia skórka. Ludzie którzy przechodzili koło mnie dziwnie się na mnie patrzyli. Olewałam to i szłam dalej. W końcu doszłam do domku. Paliło się światło, to dziwne bo rodzice mieli gdzieś pojechać w ramach pracy. Może to włamywacz? Nie no nie teraz, pomyślałam. Weszłam do domu, tak aby nie było mnie słychać. Telewizor musiał być włączony bo słyszałam dźwięki. Weszłam w głąb i nie mogłam uwierzyć. Na kanapie siedziała ta banda. Odwróciłam w celu pójścia do kuchni lecz spotkałam się blisko Kate.
- Gdzieś ty była! – krzyknęła i momentalnie wszyscy patrzyli na mnie.
- A co wy robicie u mnie w domu!
- Nie zmieniaj tematu! – miałam już dość. To moja najlepsza przyjaciółka i jedyna. Cofałam się żeby ponownie wyjść na dwór lecz ktoś mi to nie umożliwił trzymaniem.
- Nigdzie nie idziesz, a teraz przebierz się jak nie chcesz być jutro chora. – po głosie rozpoznałam, że to Malik. Miałam go dość. Mówi spokojnie jakby nic się nie stało. Próbowałam się wyrwać ale nic nie skutkowało. W końcu się poddałam. Zaniósł mnie do mojego pokoju i wyszedł. Było mi strasznie zimno. Wzięłam ciepły  prysznic i przebrałam się w jakieś czyste ciuchy. Zeszłam na dół do wszystkich.
- Może coś pooglądamy? – przerwałam ciszę.
- No możemy, a co będziemy oglądać? – zapytał się Liam.
- Wybierzcie coś, a ja pójdę przygotować coś do jedzenia. – wszyscy się zgodzili. Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni.
- Pomóc Ci w czymś? – usłyszałam głos Zayna za mną.
- Jak chcesz. – powiedziałam na odczepne. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
- Posłuchaj, nie wiem co ty do mnie czujesz. Ale ja wiem, że się w tobie zakochałem i to się nazywa miłość. – czyli jednak przyznał się, ze mnie kocha, a jutro powie żebyśmy o tym zapomnieli?
- Ty też mnie posłuchaj. Miłość nie istnieje. Miłość to tylko uczucie przez które nie chce Ci się żyć i zaczynasz nienawidzić drugiej osoby. – cały czas patrzył na mnie, a ja na jego.
- Nigdy nie byłaś zakochana. – powiedział cicho. Miał rację. Nigdy nie byłam zakochana, ni było takiej osoby abym mogła obdarzyć takim uczuciem. Spuściłam głowę i odwróciłam się. – Przepraszam.-
- Za co? – szukałam popcornu po szafkach.
- Za to dziś powiedziałem, myślałem, że nic do mnie nie czujesz. – mówił tak cicho, że ledwo co go słyszałam.
- Czyli, uważasz, że coś do Ciebie czuję? Tak? – byłam zdziwiona.
- No.. to… znaczy… - plątał się w słowach.  Chciało mi się z niego śmiać.
- Nie wysilaj się. – w końcu nalazłam popcorn i dałam go do mikrofalówki. Wzięłam jeszcze kilka opakowań, bo wiedziałam że to szybko pójdzie. Dałam Zaynowi dwie miski aby zaniósł. Jeszcze jakieś picie. Wszystko zabrałam i jeszcze dorobiłam dwie kolejne miski popcornu.
- Co oglądamy? – zapytałam się i usadowiłam się na kanapie. Siedziałam obok Nialla a po drugiej stronie dosiadł się Zayn.
- Wolisz komedie czy horror? – zapytał się mnie Harry.
- Obojętnie mi. – wzruszyłam ramionami.
- Czyli oglądamy horror. – powiedział na co Kate zareagowała cichym westchnięciem. – nie bój się jestem koło Ciebie. – wszyscy się uśmiali z tekstu Zayna.
- Ej, to nie jest śmieszne! – buntowała się.
- Dobra, koniec z tym i oglądamy. – powiedziałam. Już na wstępie przyjaciółka tuliła się do Harrego. Widocznie podobało się to jemu, bo uśmiechał się lekko. Razem z Louisem śmialiśmy się z filmu. W połowie wszyscy się bali, tylko ja i Louis dalej się z tego laliśmy. Zayn i Niall przytulali się do mnie. Nie wiem co było w tym tak strasznego. Jakieś potwory które nie istnieją , zabijają dzieci, i krew która tak na prawdę była sztuczna. Co chwile dawaliśmy jakieś komentarze i wybuchaliśmy śmiechem na  co reszta morowała nas wzrokiem. Polubiłam pasiastego, może dlatego, ze ma podobne podejście do filmów jak ja. Gdy film się skończył włączyli jakąś bajkę. Serio? Toy story? W połowie jakże ciekawej bajki wszyscy zasnęli. Wzięłam jakiś koc i przykryłam ich wszystkich. Ja za to poszłam na górę. Przebrałam się w piżamkę, umyłam się i położyłam się do swojego łóżka. Byłam zmęczona całym dniem, chociaż nic ciekawego nie robiłam. Już po jakiejś minucie odpłynęłam do krainy Morfeusza.


-------------------------
Hejo! Jakiś taki dziwny ten rozdział... ale nic. Ile zjedliście już pączków? hahaha ja na razie 1 :p ale pewnie to się zmieni do wieczora. To do następnego który pojawi się niedługo ;)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 4


Rano wzięłam prysznic, wysuszyłam włoski i ubrałam się w czarne rurki, bluzę z myszką Miki i czerwone converse. Zeszłam na dół do kuchni. W domu jak zwykle nikogo nie było. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Usiadłam przed telewizorem i jadłam swoje śniadanie. Po skończonym posiłku postanowiłam udać się do chłopaków, a przynajmniej do Zayna. Musze jemu wytłumaczyć całe to zajście. Nie mieszkali jakoś bardzo daleko ode mnie więc postanowiłam się przejść.
Po pół godzinnym spacerku stałam pod domem chłopaków. Nudziło mi się a chłopcy nie otwierali drzwi więc zaczęłam bawić się dzwonkiem. Drzwi otworzył mi zdenerwowany Harold, ale gdy mnie tylko zobaczył to się mocno zdziwił.
- Hej, co tu robisz? – zapytał się mnie
- Hej, nie ważne. Wpuścisz mnie? – nie chciało mi się tam stać. Otworzył szerzej drzwi i gestem ręki zaprosił mnie do środka. – Gdzie Zayn? –zapytałam się jego.
- Na górze w pokoju. – odpowiedział.
- Dzięki. – poszłam na górę. Weszłam do jego pokoju. Siedział na łóżku z laptopem na kolanach i coś pisał. Gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi popatrzył w moją stronę.
- Hej – uśmiechnął się. Poklepał miejsce obok niego abym usiadła.
- Hej – odpowiedziałam jemu  i usiadłam obok niego. Spojrzałam na ekran laptopa, aby zobaczyć co robi. Akurat odpisywał jakiejś fance na twitterze. Zaraz po tym zamknął laptopa i popatrzył na mnie.
- Może wytłumaczysz mi jak to się stało, że będę udawać Twojego chłopaka? – uśmiechnął się lekko przygryzając wargę. Wyglądał w tedy… nie mam słów. Bosko, seksownie… Nie! Stop, ja nie mogę tak przecież myśleć!
- Tak wyszło. – wzruszyłam ramionami na co on popatrzył się na mnie spod byka. Westchnęłam. – Po prostu. Mama zapytał się mnie gdzie byłam bo nie wróciłam na noc, a była trochę zła. A ja chciałam jej i tacie trochę dopiec to powiedziałam, że byłam u chłopaka. I tak jakoś wyszło, że zaprosiła go na kolacje. A że ja nie znam nikogo innego z chłopaków tylko was, to miałam ograniczoną możliwość. – uśmiechnęłam się miło.
- Aha, a dlaczego akurat ja? – zapytał z cwaniackim śmieszkiem. Kurczę dlaczego on musiał się o to zapytać. Chyba jest mądrzejszy niż myślałam.
- Liam ma dziewczynę, tak samo Louis, Harry jest zakochany, chyba w Kate. I zostaje mi tylko ty i Niall. A z kolei on dużo je, a chcę aby coś zostało do jedzenia w domu. Więc zostaje mi tylko ty. – troszkę posmutniał jak jemu to powiedziałam. Nie wiedziałam dlaczego. Pewnie robił sobie nadzieję hahaha. Na pewno nie ze mną.
- Mam pomysł. Zejdziemy na dół i będziemy udawać, że jesteśmy razem. Jak się na to nabiorą to twoi rodzice też. – to był dobrzy pomysł. Coraz mnie zadziwia. Może nie jest taki zły jak mi się wydawało na początku?
- Okey, zobaczmy – uśmiechnęłam się. Wstaliśmy i udaliśmy się na dół, gdzie jest reszta. Przed wejściem złapał mnie za rękę mulat. Popatrzyłam a on posłał mi przyjazny uśmiech. Oglądali jakiś film. Zayn pociągną mnie lekko za rękę abym usiadła. Chciałam usiąść koło niego, lecz mnie tak pociągnął, że wylądowałam na jego kolanach. Nie mając wyboru musiałam tak siedzieć. Przytulił mnie do siebie tak, że mogłam poczuć jego zapach. Perfumy idealnie do niego pasowały. Jeju Stop!  Dlaczego ja tak myślę to jest chore.
- Oprzyj się o mnie – szepnął na moje ucho. Znów ten przyjemny dreszcz. Oparłam się o niego i tak oglądaliśmy film. Po pół godzinie w końcu się skończył. Widząc nas dziwnie się popatrzyli. Chciałam się zaśmiać ale nie mogłam.
- Macie nam coś do powiedzenia? – zapytał się pasiasty, chyba Louis. Jeszcze nie do końca znam ich imiona.
-No właśnie? – poparł go Harry.
- Jesteśmy razem – powiedział Zayn i pocałował mnie w policzek. Kurde no! To jest już dziwne, znów ten dreszcz plus takie coś przyjemne w brzuchu. Miny chłopaków były bezcenne. Chciałam się rozśmiać, ale w tedy nasz plan by nie wypalił.
- Niall wisisz mi Dyche. – powiedział Harry na co Niall zrobił smutną minę.
- Ale o co chodzi? – zapytałam się ich.
- Założyliśmy się, że będziecie parą w tym tygodniu. – powiedział Harold. No super. Co znaczy że oni uwierzyli. Popatrzyłam się na „mojego chłopaka” a potem a nich. Sekundę potem obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedzieli o co chodzi, więc dziwnie się na nas patrzyli.
- Żartowaliśmy – powiedział Zayn gdy się uspokoił.
- Chcieliśmy zobaczyć waszą reakcje, bo Zayn idzie do mnie na kolacje i będzie udawać mojego chłopaka. – wytłumaczyłam im.
- Harry, dajesz dyche– powiedziała Nialli wystawił język. Loczek wywrócił oczami.
- Ale tydzień się jeszcze nie skończył – powiedział do chłopaka.
- A dlaczego musi udawać twojego chłopaka? – zapytał się Liam.
- Powiedzmy, że się z lekka wkurzyłam i tak jakoś wyszło. – powiedziałam na co zaczęli się śmiać. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam że jest późno a chcę jeszcze pomóc mamie w przygotowaniu do kolacji. Ciekawe czy w ogóle będzie w domu.
- Ja już będę lecieć. – zaczęłam się zbierać. Zayn odprowadził mnie do drzwi. – tylko się nie spóźnij ok?
- Nie spóźnię się. – uśmiechnął się do mnie. Lekko pocałował mnie w policzek.
- To pa i do wieczora.
- Papa. – szybko szłam do domu. Po drodze rozmyślałam o paru sprawach. Jakoś ostatnio dużo rozmyślam. Zaważyła, że ostatnio najwięcej myślę o Zaynie. Co za przeklęty człowiek. Weszłam do domu i o dziwo byli już w nim moi rodzice.
- Cześć – powiedziałam do nich. I dałam po buziaku w policzek.
- Cześć – odpowiedzieli.
- Gdzie byłaś? – zapytała mama.
- U chłopaka, wiesz spotkać się. – powiedziałam. Uśmiechnęłam się aby wyglądało na to, że jestem szczęśliwa.
-Cieszę się że spotkałaś w końcu kogoś. I poznamy go na kolacji – przytuliła mnie. Zadziwiłam się – nigdy tak się moja mama nie zachowywała. Może postanowił się zmienić? Miejmy nadzieję.
- Pomóc Ci może w czymś?
- Tak, jak byś mogła. – poszłam do kuchni razem z rodzicielką. Mówiłam mi co mam zrobić i to robiłam. Szybko zleciał czas a ja nie byłam przygotowana. Mama widząc to powiedziała abym szła na górę się przygotować a ona dokończy. Pobiegłam na górę, szybki prysznic , gdy wyszłam wysuszyłam włosy. Nie wiedziałam co mam ubrać. Po dłuższym namyśle ubrałam czarne rurki, białą bokserkę i granatową marynarkę i czarne trampki. Wyprostowałam włosy, przejechałam  raz tuszem po rzęsach i byłam gotowa. Zeszłam na dół i akurat rozległ się dźwięk dzwonka. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Zayna. Był ubrany w czarne spodnie, biała koszula i granatowa marynarka. Wybuchliśmy śmiechem, ponieważ byliśmy ubrani podobnie. Zaprosiłam go do środka. Złapał moją rękę i tak poszliśmy do salonu. Stół był zakryty, a moi rodzice stali koło niego. Gdy nas zobaczyli podeszli do nas.
- Dzień dobry, nazywam się Zayn – przedstawił się „mój chłopak”.
- Miło Cię poznać. – powiedzieli razem. Podeszliśmy do stołu. Zayn odsunął mi krzesło, jak przystało na dżentelmena. Rodzice zaczęli męczyć „mojego chłopaka” pytaniami typu ile ma lat, czy ma rodzeństwo i w ogóle.
- Jak się poznaliście? – zapytał się moja mama. Popatrzyłam się na Zayna, dał znać abym to ja mówiła. No świetnie, tego nie przewidziałam.
- Na koncercie. – powiedziałam.
- Jakim? – dopytywali.
- Jego zespołu. – odpowiedziała im. Zayn przytulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się. W duszy przeklinałam te przeklęte uczucie.
- To ciekawie, od kiedy jesteście parą? – zapytał się tato, on to ma ciekawe pytania. Dałam znać Malikowi aby teraz on mówił. Niech się wykaże wiedzą.
- Zobaczyłem ją na moim koncercie, siedziała w drugim przędzie razem z jej przyjaciółką, Kate. Mogę szczerze przyznać, ze była to miłość od pierwszego spojrzenia. Wcześniej w to nie wierzyłem, ale zmieniłem zdanie. Potem spotkaliśmy się w kinie i w ogóle. – uśmiechnął się, popatrzył się na mnie i pocałował mnie w policzek. Ciekawe czy to co powiedział jest prawdziwe. Nie chcąc rozmyślać na ten temat zajęłam się czymś innym.
- Bardzo miło się z państwem rozmawiało, ale niestety muszę już iść. – powiedział i wstał do stołu.
- Miło było Ciebie poznać. – powiedzieli. Odprowadziłam Zayna  miał już wychodzić gdy się zatrzymał.
- To co powiedziałem jest prawdą. – spojrzał na moje oczy a ja na jego. Miał takie piękne, mleczne. Nagle poczułam jego usta na moich. Były takie mięciutkie, ideale do moich. Oderwał się szybko ode mnie. Spojrzał jeszcze raz na mnie po czym wyszedł. Byłam w szoku. Pierwszy pocałunek a na dodatek jak by nie patrzeć wyznał mi miłość. Zamknęłam drzwi i powoli się obróciłam. Rodzice coś do mnie mówili ale nie słuchałam ich. Przeprosiłam i poszłam na górę. Postanowiłam wziąć prysznic. Zimne strumienie wody spadały na mnie. Przebrałam się w piżamkę i umyłam zęby. Położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Cały czas przypominał mi się dzisiejszy wieczór. Jego piękne oczy, miękkie wargi i w ogóle cały Zayn. Może się zakochałam? Pytam się samą siebie. Nie, przecież miłość nie istnieje. Miłość to głupie uczycie po którym zawsze płaczesz i masz dość życia. Z takimi myślami zasnęłam.
----------------------

Hej! komentujcie, to dla mnie dużo znaczy i uszczęśliwia ;)

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 3


Promienie słońca które wpadały przez okno nie dawały mi spać. Powoli otworzyłam pierw lewe oko, potem prawe.  Spojrzałam na górę, na sufit. Przez chwile się na niego patrzyłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój sufit. Przestraszona podniosłam się i rozglądnęłam się po całym pokoju. Teraz to już byłam pewna. Nawet nie miałam swoich ciuchów. Popatrzyłam się w bok. Spał tam jakiś chłopak. Zaczęłam stukać się po głowie w celu przypomnienia wczorajszego dnia. Tak, już pamiętam! Brawo ja za szybkie myślenie. Sięgnęłam po komórkę w celu zobaczenia godziny. Była 9:25, żadnej nie przeczytanej wiadomości i połączenia. Westchnęłam cicho, nikt mnie nie kocha. Wyszłam spod ciepłej pierzyny i udałam się do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i załatwiłam potrzebę. Włosy miałam potargane, więc je spięłam. Dobrze chociaż, że gumkę zawsze mam na ręce. Zeszłam na dół, lecz tam nikogo nie zastałam. Jako że byłam głodna postanowiłam zrobić dla siebie i dla nich ( będę taka miła) zrobię śniadanie. Chwile pomyślałam co zrobić, aż w końcu w padłam na pomysł zrobienia naleśników. Wyjęłam wszystkie potrzebne produkty, co nie było łatwe. Zabrałam się za gotowanie. Wychodziło mi to sprawnie i szybko. Pod koniec domownicy zaczęli schodzić na dół.
- Cześć, co tak ładnie pachnie? – przywitał i zapytał się mnie Liam.
- Hej, naleśniki. – odpowiedziałam. Usiadł przy wysepce i przyglądał się moim poczynaniom. Po paru minutach naleśniki były zrobione, a wszyscy byli już na dole.
- Jesteś dziś coś za miła – powiedział Harry.
-  Lepiej się ciesz bo zaraz mi to minie – powiedziałam na co zrobił smutną minkę. Wszyscy jedliśmy w ciszy. Nikt nic nie mówił.
- Jeju, to jest takie pyszne. Musisz częściej do nas przychodzić i robić. – tą jakże piękną chwile musiał przerwać żarłok o imieniu mi nie znanym… no dobra był to Niall jak sobie przypominam. Wszyscy pokiwali twierdząco głowami. Udałam, że tego ni widziałam i dalej jadłam to co miałam na talerzu. Byłam głodomorem podobnie jak Niall. Oczywiście zdziwione miny musiały być.
- No co głodna jestem – powiedziałam do nich bo nie miałam najmniejszej ochoty być obserwowana przez tą bandę. Gdy już wszyscy zjedli pozbierałam się za sprzątanie.
- Pomogę Ci. – zaoferował Zayn.
- Nie musisz. – powiedziałam od niechcenia.
- Ale chcę. – uśmiechnął się i wziął ścierkę. Uśmiech miał ładny. Naprawdę. Co się ze mną dzieje? Po wytarciu naczyń poszłam przebrać się we wczorajsze ubrania.
- Emm, odwiezie nas ktoś czy mamy iść pieszo? – zapytałam się ich po zejściu ze schodów.
- Podwiozę was. – zaoferował się Harry. Lekko się uśmiechnęłam i zaczęłam zakładać buty. Weszłyśmy do samochodu Harolda. Kate usiadła z przodu a ja poszłam do tyłu. Oni coś tam rozmawiali, ale nie zwracałam na to uwagi. Zaczęłam myśleć o pewnym chłopaku. Miał on ciemniejszą karnację, czarne włosy i oczy o kolorze mlecznej czekolady. Trzeba zaznaczyć, że ja po prostu kocham czekoladę. Wracając do moich rozmyślań to ten chłopak nazywa się Zayn. Przy nim się chyba zmieniłam. Innego wytłumaczenia nie mam. Byłam dziś rano miła, w nocy wskoczyłam pod jego pierzynkę i jeszcze jego przytuliłam! No to jest poważny cud. Normalnie wyśmiałam bym go wyśmiała, była bym teraz nie wyspana przez ten materac i na pewno nie zrobiłabym dla nich naleśników. Czy człowiek może się tak zmienić? Chyba tak. Spojrzałam na chwile Kate i Harrego. Ładnie ze sobą wyglądali. Dziewczyny nigdy nie widziałam tak szczęśliwej. Co się dziwić, kochała się w Harrym jak zobaczyła zdjęcie zespołu i posłuchała ich piosenek. Natomiast ja mówiłam, że są dziwni wgl. Zobaczyłam jak właśnie stanęliśmy przed domem. Bez słowa wyszłam z samochodu i udałam się  w kierunku mojego domu. Kate pojechała z nim dalej bo mieszka na innej ulicy ale nie tak daleko ode mnie. W domu jak zwykle nikogo nie było. Trochę smutno mi się zrobiło. U Kate prawie zawsze jest ktoś w domu. A u mnie? Nawet ta banda ma lepiej, nie nudzi się, ktoś jest zawsze w domu. Nie chcąc myśleć nad głupimi sprawami wyszłam z domu. Miałam tylko jedno miejsce. Mogę spokojnie powiedzieć, że jest to mój drugi dom. Tak, poszłam do stajni. Przywitałam się z konikiem, mojej przyjaciółki. Pozwala mi na nim jeździć. Osiodłałam Lucyfera (tak się nazywa koń) i już chwile potem galopowałam po całym terenie stadniny. Mogłam wtedy wszystko przemyśleć, rozluźnić się. Po dość długim galopie odstawiłam go do stajni, rozsiodłałam i pożegnałam. Poszłam jeszcze na trybuny. Piękny widok jak zawsze. Chyba nigdy nie znudzi mi się ten widok. Jako, że była już późna pora udałam się do domu. Droga minęła miło, bez jakiś zaczepek. W domu już paliło się światło. Zdziwiłam się bo o tej porze zawsze nikogo nie było. Od razu gdy weszłam zaczęła się rozmowa.
- Dlaczego nie wróciłaś wczoraj do domu? – zapytała się rodzicielka.
- A co się stało, że już jesteście w domu?
- Nie zmieniaj tematu! – podniosła głos. Nigdy jej takiej nie słyszałam. – Gdzie byłaś wczoraj?!
- U chłopaka. – palnęłam pierwsze lepsze. No kurde ale ja nie mam chłopaka! Moja inteligencja mnie powala.
- Przecież ty nie masz chłopaka. – odpowiedziała. Lekko się uśmiechnęła. Pewnie z mojej gafy.
- A jednak mam, nie wszystko o mnie wiecie. – już chciałam iść na górę do pokoju gdy mnie mama zatrzymała.
- Może zaproś swojego chłopaka na kolację. Chcemy go poznać. – no i co ja mam powiedzieć?
- Jasne – uśmiechnęłam się i czym prędzej pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i dopiero teraz dotarło do mnie to co powiedziałam. Skąd ja na jutro wezmę chłopaka? Moje życie jest po prostu cudowne. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni spodni i zadzwoniłam do Kate. Może ona coś mi doradzi.
- Hej, Nadia! – przywitała się.
- Hej, możesz mi pomóc? – zapytałam się jej.
- No jasne, a w czym?
- No widzisz, przez przypadek powiedziałam rodzicom chłopaka. I ma przyjść jutro na kolacje. A ja nie mam przecież chłopaka. I nie wiem co mam zrobić. – powiedziałam szybko.
- Hahahaha. – zaczęła się ze mnie śmiać.
- Ej, to nie jest śmieszne! – zdenerwowałam się lekko. Naprawdę nie było mi do śmiechu.
- Sorki, nie wiem jak mam Ci pomóc. Za chłopaka przecież się nie przebiorę.
- No to co mam zrobić?
- Wiem! A może zapytasz się Nailla lub Zayna?
- Nie! – od razu zaprzeczyłam.
- A masz jakiś inny pomysł? – zapytała się mnie. Miała racje. Nikogo innego nie znałam. Tylko czy się zgodzi?
- A się zgodzą?
- Nie wiem, zapytaj się. Zaraz wyśle Ci numer do Zayna.
- No dobra, dzięki.
- Paaa.
-Paa. – rozłączyłam się. Nie no nie wierzę. Tylko kogo poprosić? Nailla? Przecież no mi wszystko wyżre. Zayn? On nie wyżre wszystkiego i będzie się może normalnie zachowywać. To jest wszystko dziwne.  Dostałam smsa od Kate z numerem Zayna. Nie chcąc tracić czasu szybko do niego zadzwoniłam.
- Halo? – usłyszałam jego głos.
- Hej, tu Nadia – powiedziałam.
- Nadia? Skąd masz mój numer? – był wyraźnie zdziwiony, że do niego dzwonię.
- Nie ważne. Mam do Ciebie małą, dużą sprawę.
- Jaką?
- Mógłbyś przyjść jutro do mnie na kolacje i udawać mojego chłopaka? – zapytałam się.
- …
- Jesteś tam?
- Tak, jestem. No mogę a czemu się pytasz?
- Przyjadę do Ciebie jutro rano i wszystko Ci wytłumaczę. Ok?
- Okey, to do jutra. – powiedział. W tym momencie mama weszła do mojego pokoju.
- Pa, kochanie – mam nadzieje że skojarzy.
- Pa kochanie, do jutra – odpowiedział i się rozłączyłam. Jednak jest trochę inteligentny.
-Z kim rozmawiałaś? – zapytała się rodzicielka.
- Z chłopakiem, przyjdzie jutro na kolację – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się , żeby było widać, że jestem szczęśliwa.
- To się cieszę. – powiedziała i wyszła. Byłam trochę zmęczona więc wzięłam piżamę i skierowałam się do łazienki. Szybko się wykąpałam, przebrałam się i wskoczyłam pod pierzynkę. Ciekawe jak będzie wyglądać jutrzejszy dzień. Pytałam samą siebie. Jeszcze chwilę rozmyślałam, lecz byłam mocno zmęczona. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam
-----------------------------------
Hejo! :D podoba się? w następnym rozdziale będzie się trochę dziać... Komentujcie jak możecie Proszę 


środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 2


Miałam dziwny sen. Dlaczego? Ponieważ była w nim postać mojej najlepszej przyjaciółki, Julii. Niby to nic dziwnego, z tym tylko, że ona nie żyje. Wyglądała tak jak dawniej, oprócz jednej rzeczy. Miała na sobie białą sukienkę. Nie było to w jej stylu. Ona nigdy nie ubierała sukienek i białego koloru. W moim śnie mówiła, że coś mi się stanie, bla, bla, bla. Nie słuchałam jej no bo może mi się złego stać? Pewnie za dużo zjadłam czekolady przed zaśnięciem i mam teraz takie shizo.
Rano zrobiłam poranną toaletę, ubrałam krótkie dżinsowe spodenki bo było ciepło, luźną bluzkę z napisem  I Love Carrots. Zeszłam do kuchni, zjadłam płatki z mlekiem bo nie chciało mi się nic innego robić. Po zjedzeniu umyłam naczynie, poszłam do salonu i zaczęłam oglądać jakieś pierdoły bo mi się nudziło. Leżałam na kanapie gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Nie spieszyło mi się z otworzeniem ich, ale komuś chyba tak bo co chwile dzwonił tym dzwonkiem. Chciałam się wydrzeć się na tego kogoś, ale w porę się opanowałam. Za drzwiami stała Kate jak niby nic.
- Hej! Ubieraj się bo idziemy do kina! – wręcz krzyczała z radości.
- Nie chce mi się – odpowiedziałam.
- Nie marudź! Już!- zrezygnowana wzięłam torbę, marchewki, ubrałam trampki i wyszłyśmy z domu.
- Po co tak w ogóle idziemy do tego kina? – zapytałam się z ciekawości. Ostatnio jak mówiłam o kinie to nie a teraz jest nagle chętna?
- No a po co się chodzi do kina? – odpowiedziała mi ze zdziwieniem? Tak, nic już nie mówiąc doszłyśmy do kina. Gdy weszłyśmy Kate zaczęła się rozglądać po całym pomieszczeniu. Nie zwracałam na to uwagi (tak jakby) i podeszłam do stojaka z ulotkami. Zawsze lubiłam tam stać. Poszukałam wzrokiem Kate i myślałam, że mnie zaraz coś trafi! Teraz wiem dlaczego dziś była taka wesoła i chętna na wyjście do kina. Koło niej stało tych pięciu kretynów. No cudownie! Wyjęłam sobie marchewkę aby się uspokoić i podeszłam do nich. Bardzo dziwnie na mnie popatrzyli, więc ja też dziwnie się na nich patrzyłam.
- Fajna koszulka – powiedział ten w pasiastej koszulce. Nie wiem jak się nazywa i nie mam zamiaru się dowiadywać.
- Wiem – wzruszyłam ramionami. Chrupałam moją marcheweczkę a oni dalej się na mnie patrzyli. No myślałam, że zaraz coś im zrobię! Ile można patrzeć na człowieka!
- Ej, my tak tu będziemy stać czy co? Bo powiem wam, że chętnie poszłabym do domu. – nagle wszyscy się ożywili.
- To może oglądniemy jakiś fajny film, a potem pójdziemy do nas? – zaproponował ten w loczkach.
- A może oglądniemy film, a potem ja pójdę do domu a wy róbcie co chcecie? – zaproponowałam bo nie uśmiechało mi się spędzić z nimi cały dzień.
- Uważam, że propozycja Harry’ego jest ciekawa… - powiedział mulat i widząc, że chce coś powiedzieć szybko dopowiedział – i  nie ma sprzeciwów. – wskazał na mnie.
- Dobra to wybierajcie ten film bo nie mam zamiaru tu tak stać – powiedziałam.
- Co powiecie na „Paranorlmal Activity 3” ? – zaproponował czarnowłosy.
- O nie. Ja nie lubię horrorów, bo się na nich boję. – powiedziała Kate. No tak, ona zawsze się bała takich filmów, a ja się z niej w tedy śmiałam. 
- Niestety jest przegłosowane, bo my z chłopakami chcemy iść na horror. – wyszczerzył się Harold (tak będę go nazywać bo to śmieszne) i powiedział coś na ucho do Kate, na co ona się zarumieniła. Ech.
- To kupujcie te bilety i idziemy. – powiedziałam. Nie uśmiechało mi się siedzieć koło jakiegoś z tej bandy no ale trzeba będzie wytrzymać. Liam ( chyba tak się nazywał ten w koszuli w kratkę) poszedł kupić bilety a my poszliśmy kupić coś do jedzenia. Ja wzięłam średni popcorn i cole, Kate tak samo a reszta wzięła duży popcorn i cole. Przeraziłam się gdy zobaczyłam, że blondynek bierze dwa duże popcorny. Ale oni są dziwni, wiec nic nie mówiłam. Na sali usiadłam obok Kate, ale niestety zaraz po drugiej stronie usiadł Pan Inteligentny ( czarnowłosy). Film się zaczął a Kate już na początku wtuliła się w Harolda i cała się trzęsła. Na mojej twarzy wkradł się uśmiech.
- Nie boisz się? – szepną na moje ucho człowiek siedzący obok mnie.
- Nie ma czego – odpowiedziałam. Pewnie się zdziwił. Pomyślmy,  która dziewczyna nie boi się horrorów? No oczywiście, że ja!
- Jesteś pierwszą dziewczyną którą znam, że nie boi się horrorów. – znów mi szepnął. Po mojej szyi przebiegł przyjemny dreszcz. Nie wiem co to znaczy bo nigdy nie miałam takiego uczucia. Spojrzałam na moją przyjaciółkę i jej przyjaciela, bo tak go chyba mogę nazwać. W sumie to ładnie razem wyglądają. Nagle zaczęłam jej pozazdrościć. Ona może komuś się wyżalić, przytulić, może nawet będą razem. A ja? Ja która ma tylko jedną przyjaciółkę? Która nie wierzy w miłość i nigdy się  nie zakochała? Oprócz miłości do koni w życiu nie spotkałam nic więcej. Co się dziwić jak wszystkie osoby odtrącałam do siebie? Może wyglądam na twardą dziewczynę ale tak nie jestem. Spojrzałam w drugą stronę. Był tam Zayn, Louis, Niall i Liam. Przypomniały mi się słowa mojej przyjaciółki. Mam się ich trzymać, żeby nie stało mi się nic złego. Co może mi się stać? Nie chcąc już myśleć na ten temat spojrzałam na ekran i spróbowałam się choć trochę się wczuć, aby się wystraszyć. Po właśnie są takie filmy. Tak mi się przynajmniej wydaje.
- Podobał Ci się film? – zapytał się Harold Kate.
- Był straszny i NIE! – odpowiedziała zbulwersowana.
- Oj no nie fochaj się – powiedział zadowolony.
- No , właśnie wykorzystał sytuacje aby Ciebie poprzytulać ot tak. – wzruszyłam ramionami, a wszyscy się zaśmiali.
- A Tobie się podobał? – spytał się lonkers.
- Może być, szały nie było. – odpowiedziałam luźnie.
- To ty się nie bałaś? – zapytał się mnie zaskoczony Niall.
- A czego miałam się bać? – zapytałam z ciekawości. No bo sorry ale co strasznego jest w latających łóżkach?
- Dziewczyno, podziwiam Cię – powiedziała na co się lekko uśmiałam. Tak, to dziwne bo byłam jak na razie miła. A to tylko dlatego, że nie musiałam gadać z Panem Inteligentnym. Wszyscy weszliśmy do ich samochodu. Prowadził Louis a ja musiałam siedzieć obok Niall’a, przynajmniej koło okna. Od dziecka lubiłam patrzeć na krajobraz z szyby podczas jazdy. Czułam się w tedy bezpieczniej. W samochodzie było głośno, ale ja się tym nie interesowałam. Wyjęłam z torby słuchawki i odizolowałam się od nich. Włączyłam najpierw Linkin Park – Castle Of Glass. Piękna piosenka. Po jakimś czasie zobaczyłam, że wszyscy wychodzą. Nawet nie poinformowali mnie. Coraz mniej ich lubiłam. Zdjęłam słuchawki i ruszyłam za nimi. Trzeba przyznać, że mają bardzo ładny dom, nowoczesny. Co się dziwić jak zarabiają miliony i mogą sobie na takie coś pozwolić. 
- To co robimy? – zapytał się nas Louis.
- To ja się powinnam o to pytać. Ja najchętniej poszła bym do domu, ale muszę tutaj być – odpowiedziałam. Lubię być szczera, może za to właśnie mnie ludzie nie lubią. Przecież lepiej być szczerym niż kłamać. Rozwaliłam się na ich sofie i czekałam jak dadzą jakąś ciekawą propozycje spędzenia czasu. 
- To może zagramy w butelkę? – dał propozycje blondyn. Nie lubiłam zbytnio tej gry ale niech im będzie. Blondyn przyniósł jakąś butelkę i zaczęła się kłótnia o to kto ma zaczynać. Przecież to tylko durna gra a oni się  kłócą. Znudzona wyrwałam im butelkę i zakręciłam. Wypadło na Harold’a.
- Pytanie czy wyzwanie. – powiedziałam.
- Pytanie – odpowiedział. Namyśliłam się chwilę i powiedziałam.
- Czy podoba Ci się Kate? – dziewczyna spuściła wzrok i się zarumieniła.
- Tak – odpowiedział. Wziął butelkę i zakręcił. Tym razem wypadło na Pana Inteligentnego.
- Pytanie poproszę – powiedział.
- Czy podoba się Ci ktoś z tego grona? – zapytał z cwanym uśmieszkiem.
- Tak. – odpowiedział szybko i zakręcił. W całej grze butelka wskazała na mnie tylko raz. Musiałam wyznać miłość pierwszej osobie która przechodziła. Nie powiem dziwne to było. Z za zakrętu wyłonił się dość ładny chłopak. Miał ciemne włosy które wystawały spod zielonej czapki. Szara szeroka i długa koszulka z napisem SMILE, czarne spodnie i białe długie Nike. Podeszłam do niego pewnie.
- Musze Ci coś wyznać. Nie znasz mnie ale ja ciebie obserwowałam przez długi czas. Jesteś piękny i w ogóle. Kocham Cię, rozumiesz? Zakochałam się w Tobie. Nie mogę zasnąć w nocy bo myślę o Tobie…
- Dziewczyno ja Ciebie nie znam! Ty jesteś pijana czy ćpałaś? – powiedział to i uciekł. Słyszałam śmiechy za mną. Śmiesznie może to i wyglądało, ale on był na serio ładny. Gdyby nie te głupie zadanie wzięła bym od niego numer i może miałabym przyjaciela. Wróciłam do domu chłopaków i zobaczyłam na swoją komórkę. Było już późno.
- Kate, jest już późno. Powinnyśmy wracać do domu. – powiedziałam do przyjaciółki.
- Rzeczywiście… chłopaki odwieziecie nas do domu? – zapytała się ich.
- A może zostaniecie dziś na noc? – zapytał się Harold. No jego coś chyba pogięło!
- Jasne – powiedziała radośnie Kate.
- NIE! – krzyknęłam na co wszyscy się na mnie popatrzyli.
- No wieź, to tylko jedna noc. – próbował mnie przekonać.
- Już wystarczy to, że spędziłam z wami prawie cały dzień. – powiedziałam zbulwersowana. Kate pociągnęła mnie za rękę. Znalazłyśmy się w kuchni.
- Nadia, proszę. Dobrze wiesz, że podoba mi się Harry. Tylko dziś, proszę… - zrobiła oczy kota za shreka. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu Kate jest moją jedyną przyjaciółką i najlepszą. Nie chce jej stracić przez takie coś.
- Zostanę na noc, ale ty wisisz mi duuuużo marchewek. – powiedziałam na co zaczęła się śmiać.
- Kupie ci nawet tuzin tych marchewek! – krzyknęła i rzuciła się na mnie. Przytulała mnie bardzo mocno.  – Zostajemy! – krzyknęła jeszcze głośniej tak aby tamci usłyszeli. Harold… no dobra  Harry przytulił ją i znów powiedział coś na ucho.
- To gdzie mamy spać? – zapytałam.
- Kate śpi u mnie – powiedział Harry i uśmiechnął się do niej. – a ty możesz spać z Zayn’em. – myślałam, że się przesłyszałam. Nie będę spać z nim w jednym łóżku!
- A macie może takie coś jak materac? – zapytałam się z takim dziwnym uśmieszkiem. Liam podrapał się po głowie.
- Jakiś mamy – powiedział i poszedł, chyba go szukać. Udałam się do kuchni w celu znalezienia marchewek. Gdy już znalazłam moje warzywo zaczęłam jeść. Włączyłam telewizor , latałam programami w dół, w górę.
- Kto zjadł moje marchewki? – krzyknął. Spojrzałam na warzywo co trzymam właśnie w ręce. Zaraz do salonu wpadł Louis. Jego wzrok zatrzymał się na marchewce. Patrzyłam to na niego to na marchewkę. Krzyknęłam i zaczęłam uciekać, a on za mną. Jako że byłam w tym domu pierwszy raz nie wiedziałam gdzie mam się schować, bo nie oddam mu marchewki! Wbiegłam po schodach do pierwszego lepszego pokoju. Był tam Zayn ( wow używam ich normalnych imion) który pompował materac. Nie co się zdziwiłam, dlaczego materac jest  w jego pokoju? Słysząc krzyk Louis’a schowałam się za Zayn’em, który nie wiedział o co chodzi.
- Oddaj mi moją Marchewkę! – Zayn już chyba zrozumiał o co chodzi.
- Radze Ci oddać jemu tą marchewkę – powiedział cicho. Szybko jadłam pomarańczowe warzywo
- Oddała bym Ci, ale jest już w moim brzuszku. – uśmiechnęłam się do niego.
- Zemszczę się – odpowiedział groźnie. Wzruszyłam ramionami i wskoczyłam na łóżko. Było takie mięciutkie…
- Dam Ci jakieś ciuchy na przebranie. – powiedział Zayn. Kiwnęłam tylko głową na znak, że usłyszałam. Zaraz dostałam jakimiś ubraniami w głowę.  – Łazienka jest na końcu korytarza po prawej stronie. – powiedział. Wzięła ubrania i ręcznik. Łazienkę mają dużą i ładną. Weszłam pod prysznic i szybko się umyłam. Skorzystałam z męskich rzeczy, no trudno. Wytarłam włosy, umyłam jakoś zęby ( bez szczoteczki), ubrałam to co dał mi Zayn. Były to szare dresy i zwykła biała koszulka. W pokoju już był chłopak, umyty i leżał na łóżku. Położyłam się na materacu a on zgasił lampkę.
- Dobranoc – powiedział.
- Dobranoc – odpowiedziałam. Nie mogłam zasnąć. Ten materac nie zaliczał się do najwygodniejszych. Przekręcałam się co chwile z boku na bok.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? – usłyszałam zaspany głos chłopaka. Mam nadzieje, że go nie obudziłam.
- Bo nie mogę zasnąć i ten materac nie należy do najwygodniejszych . – odpowiedziałam jemu.
- Jak byś chciała to możesz spać ze mną, łóżko jest duże, a ja nie gryzę. – zaśmiał się lekko. W sumie to on ma racje.
- A mogę? – zapytałam się nie pewnie.
- No jasne, sam Ci proponuję przecież – powiedział wstałam powoli z materacu. Niepewnie podeszłam do łóżka Zayn’a. – nie bój się już. – powiedział widząc mnie. Weszłam pod cieplutką pierzynkę, te łóżko było dużo wygodniejsze niż materac.
- Będę mogła się w nocy do Ciebie przytulić? – zapytałam się jego. W nocy robię dziwne rzeczy i lubię przytulać się do ludzi.
- Jasne, dobranoc – powiedział na moje ucho. Znowu ten przyjemny dreszcz.
- Dobranoc – szepnęłam i przytuliłam się do niego.
----------------------

Hejo :D jestem ciekawa czy ktoś to w ogóle czyta... Ale spoko. Jak przeczytałaś ( bo chyba żaden chłopak to nie czyta, a jak tak sorki) to miło było by gdybyś skomentował :P

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 1


Stało się. Dziś musiałam pójść z moją przyjaciółką, Kate  na koncert One Direction. Obiecałam jej, że pójdę, więc nie mogę się od tego teraz wymigać. Przyszła do mnie rano  zaczęła nawijać coś w stylu „ O MÓJ BOŻE NIE MAM W CO SIĘ UBRAĆ!”, „ JAK JA SIĘ IM POKAŻĘ?!”, „ CO SOBIE O MNIE POMYŚLĄ?!”. Krzyczała, biegała po całym domu wymachując rękami przez co nie rozumiałam co do mnie mówiła. Po kilku godzinach uspokoiła się bo powiedziałam jej, że pójdziemy do sklepu i tak coś sobie kupi na ich koncert. Jako że koncert był na 17.00 to około 11.00 wyszłyśmy do galerii. Myślałam, że chociaż tutaj odpocznę. Nie było mi to dane, ponieważ Kate  biegała jak jakiś oszołom po tych sklepach mówiąc: „ Przecież ja się nie spodobam w tym stroju Harry’emu!”. W końcu znalazłyśmy śliczną żółtą sukienkę z małą kokardką na tali z przodu i dołu w stylu bombki. Wyglądała w tym naprawdę pięknie. Po powrocie zaczęła się przygotowywać bo była już 14.00. Jakoś ja nie lubiłam 1D. Dziwnie się zachowują i mam dość opowiadań Kate właśnie o nich. No i nie lubię tego typu piosenki. Wolę Rocka, Metallica, Rap. Po dość długim czasie Kate już wyszykowana wyszła z łazienki. Dlaczego ja nie mogę być taka ładna? Jej dość długie włosy były lekko zakręcone i rozpuszczone. Lekki makijaż dodawał jej uroku a sukienka leżała na niej idealnie.
- Wow, ślicznie wyglądasz. – powiedziałam do niej. Uśmiechnęła się lekko i zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów.
- Nadia, dlaczego się nie ubrałaś? – zapytała się mnie. Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem.
- Kate ja nie będę jakoś się stroić bo nie jestem ich fanką jak ty. – odpowiedziałam.
- No niech ci będzie. Chodź już idziemy bo się spóźnimy, a ja nie chcę się spóźnić.
- Dobra tylko wezmę marchewki na drogę. – po wypowiedzeniu tych słów Kate zrobiła typowego facepalma. Nie zwracając na to uwagi poszłam do kuchni. Szybko obrałam i wyszłyśmy, ponieważ mój tato już na nas czekał. Na mieście były straszne korki , ale zdążyłyśmy. Pożegnałam się z tatą i poszłyśmy w stronę wielkiego tłumu. Kate szybko poznała tam kilka osób. Z nudów wyciągnęłam marchewkę i zaczęłam ją jeść. W końcu weszłyśmy do środka. Dziewczyny tak się darły i myślałam, że zaraz bębenki mi pękną. Zajęłyśmy miejsca w pierwszym rzędzie, usiadłyśmy sobie wygodnie i czekałyśmy aż koncert się zacznie. Wróć, Kate czekała na koncert, ja czekałam na jego koniec. Gdy tylko wyświetlili wideo krzyki były głośniejsze. Nie chcecie wiedzieć co było gdy oni wyszki. Pięciu chłopaków dziwaków, każdy w innym stylu ubrany i szczerzą się jak głupi do sera. W tym momencie dostałam zawału ponieważ moja najwspanialsza przyjaciółka Kate musiała zacząć krzyczeć najgłośniej jak tylko potrafiła. Myślałam, że tam po prostu ogłuchnę! Gdy śpiewali te swoje pioseneczki myślałam, że zasnę tam. Były one takie nudne, usypiające i w ogóle. Nagle wpadłam na genialny pomysł! Wyciągnęłam swoje słuchawki włączyłam muzykę na fula ale i tak słabo słyszałam. Zrezygnowana schowałam je do torby i zaczęłam się rozglądać. Tych pięciu pajaców lata po całej scenie wysuszając zęby i po popisując się głosem. Tak mnie te ich piosenki usypiały, że niespodziewanie zasnęłam.
Obudziło mnie dźganie w ramię. Powoli otworzyłam jedno oko a potem drugie.
- Jeju, Nadia no wstawiaj szybko. Jak mogłaś zasnąć? Chodź tu po ich podpisy i zrobisz mi zdjęcie z nimi? – mówiła szybko.
- No dobra – odpowiedziałam. Pociągnęła mnie za rękę w stronę jakiś drzwi. Otworzyła je i pierwsze co usłyszałam to piski i krzyki. Stanęłam  z Kate w kolejce do nich. Gdy tak czekałyśmy zjadłam marchewkę. Oczywiście ludzie, a raczej same dziewczyny, patrzyły na mnie dziwnie. Co jest w tym dziwnego? No ja nie wiem. Jak w końcu doszłyśmy do bandy przygłupów Kate wyszczerzyła zęby najbardziej jak mogła. Zaczęła mówić jak to ich kocha i w ogóle. Dostała do nich wszystkich autograf i musiałam zrobić jej zdjęcie. Pstryknęłam fotke i już chciałam iść gdy koś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i okazało się że ten mulat mnie złapał. Szybko wyrwałam rękę bo nie chciałam aby dotykał mnie tymi swoimi rękami.
- Nie chcesz autografu i zdjęcia? – zapytał się mnie przygryzając dolną wargę i uśmiechając się lekko. Wyglądał w tedy jak dziwak. Zresztą  kiedy on tak nie wygląda? Udało mi się powstrzymać od śmiechu.
- Czy ja Ci wyglądam na fankę? – zapytałam się jego. No bo sorry ale ja jako jedyna z tej sali nie interesowałam się nimi, nie piszczała, nie wrzeszczałam, nie skakałam i nie śpiewałam ich piosenek. Albo on jest ślepy albo coś jest ze mną.
- Czyli że nie chcesz? – zapytał się. Widziałam twarz Kate, ja próbuje zabić mnie wzrokiem za moje zachowanie.
- A jednak jesteś ciut inteligentniejszy niż myślałam. – powiedziawszy to poszłam do przyjaciółki i wzięłam ją za rękę. Od razu po wyjściu z tej przeklętej sali zaczęła na mnie wrzeszczeć.
-  Pogrzało Cię czy coś? To mój ulubiony zespół a ty takie coś robisz? No wiesz co?! – mówiła, a raczej krzyczała tak, że całe miasto by ją usłyszało. Nic sobie z tego nie robiłam, bo wiedziałam że tak będzie, a potem się pogodzimy i będziemy się z tego śmiały.
- Emmm, Nadia nie mam telefonu.
- No to ja zadzwonię po taksówkę. – wzruszyłam ramionami.
- Ale ja brałam telefon ze sobą i chyba go zgubiłam w tej sali. Może się  wrócimy i poszukamy? – zapytała się z nutką nadziei. Nie chciałam tam wracać no ale co zrobić. Trzeba poszukać, a nóż się znajdzie.
- No dobra, chodź poszukamy, ale kupujesz mi marchewki. – powiedziałam, ona zadowolą mi podziękowała i obiecała kupić moje ulubione warzywo.
- A co jak Harry znalazł mój telefon?- zapytała się mnie. Uśmiechnęła się na tą myśl.
- To ja bym tego telefonu już nigdy nie dotknęła bym. – powiedziałam na co Kate walnęła mnie w ramię. Nie jakoś lekko tylko mocno! No myślałam, że mi ramię odpadnie no!
- Ej, to bolało – pożaliłam się
- No i miało! – odpowiedziała i zaczęła się śmiać. Popatrzyłam na nią miną typy WTF? A ona jeszcze bardziej zaczęła rechotać. Machnęłam tylko ręką (tą nie bolącą oczywiście) i szłyśmy dalej. Gdy już doszłyśmy do miejsca gdzie odbywał się koncert było cicho. Zdziwiłam się trochę bo było dużo osób i w pięć minut by nie zniknęły. Z zaciekawienia wyciągnęłam komórkę, aby zobaczyć która jest godzina. Wytrzeszczyłam oczy jak zobaczyłam. Była 21:45, a koncert skończył jakoś o 20:00. To znaczy że chodziłyśmy jakieś 45 minut. No dobra to teraz wiem dlaczego jest tak cicho. Przeszukałyśmy  tam ale nigdzie nie było telefonu Kate. Zajrzałyśmy do sali gdzie odbywało się podpisywanie i robienie zdjęć, ale tam też nikogo nie było. Znów odbyły się przeszukania, ale tam też nie znaazłyśmy. Chodziłyśmy korytarzami, pukałyśmy i zaglądałyśmy do każdych drzwi. Nikogo nie było. To się stawało coraz dziwniejsze. No bo żeby nigdzie nie było żywej duszy?
- Kate, może już chodźmy. – marudziłam jej a ona nie ugięta mówiła żebym przestała.
- Ech, no dobra zaglądniemy tylko tutaj i idziemy bo też jestem już zmęczona. – gdy tylko to powiedziała pobiegłam szybko do tych ostatnich drzwi. Otworzyłam je szybko bo wiedziałam, że tak jak w tamtych nikogo nie będzie. Impetem weszłam do tego pomieszczenia. Doznałam szoku, widząc pięciu chłopaków. Popatrzyli się na mnie z lekkim zdziwieniem. Pewnie sobie pomyśleli, że to jakaś kolejna napalona fanka. Oj, dużo się myliliby się. Zaraz za mną weszła już normalnie Kate. Oni patrzyli się to na mnie, to na Kate. Dziwnie się czułam, bo nie lubię jak ktoś mnie tak lustruje.
- Co wy tu robicie? – zapytał się chłopak w koszuli w kratkę. Wydawał się najrozsądniejszy z tej całej bandy.
- Znaleźliście może telefon komórkowy bo Kate go zgubiła? – zapytałam się ich oni wszyscy popatrzyli na chłopaka w lokach. To chyba ten był Harry bo pasowało do tego co mówiła o jego wyglądzie. Wyją z kieszeni jakieś urządzenie.
- Tego szukacie? – podszedł do nas pokazując co miał w ręce. Był telefon mojej przyjaciółki. Wszystko się zgadzało. Szturchnęłam lekko Kate.
- Tak, dzięki. – zabrała swoją rzecz i wrzuciła do torebki.
- Fajną masz tapetę – powiedział mulat z czarnymi włosami. To ten jakże inteligentny.
- Dzięki. – odpowiedziała speszona. Wywróciłam oczami.
- Taa, dziwię się, że jeszcze ekranik jej nie pękł. – powiedziałam.
- Dlaczego? – zapytał się  mulat.
- Bo wasze słitaśne twarzyczki są na tapecie.
- Dlaczego nas tak nie lubisz? – spytał się tym razem blondyn. Muszę z niechęcią przyznać iż ma bardzo ładne oczy.
- Może dlatego, że nie słucham takiej muzyki i niedobrze mi się robi gdy Kate o was mówi. Dobra to my już idziemy bo nie chce mi się tu stać. – złapałam Kate za rękę i wyszłyśmy. Zamówiłam taksówkę i wróciłyśmy do domów. Przez całą drogę zawzięcie z kimś esemesowala. Gdy chciałam zobaczyć zawsze zakrywała ekranik. Chyba troszkę się obraziła na mnie. No trudno, jutro ją przeproszę.